środa, 30 kwietnia 2014

oderwana myśl o magii,
zainspirowana pewną gadką
(czyli wrzuć kamyk, a pójdą kręgi)

0 razy skomentowano

Magia to nie kwestia wiary. To jest kwestia pracy, metody prób i błędów, stosunku prób udanych do nieudanych i żmudnego kontrolowania rezultatów swoich działań. Żeby spaść z drzewa, nie trzeba wierzyć w istnienie grawitacji, a niewiara w nią nie powstrzyma przed spadnięciem. Dobrze opracowane, zaplanowane na konkretny, unikatowy cel i przeprowadzone działanie magiczne przyniesie skutek, nawet jeśli działający w ten skutek nie wierzy. To naprawdę tylko i aż tyle, ile ma w sobie wykorzystanie praw fizyki i rachunek prawdopodobieństwa. I żadne żywioły, demony, jakiekolwiek istotki czy tak zwany astral nie mają na to najmniejszego wpływu. Chociaż, jeżeli wiara w nie pomaga w wywołaniu w sobie odpowiedniego, okołotransowego stanu, są przydatne, tak samo jak bajki o żelaznym wilku albo różowych jednorożcach. Albo dowolne historie religijne czy wiara w cokolwiek, co sobie człowiek wymyśli. Wiara jest w magii jedynie narzędziem, pozwalającym wprowadzić się w odpowiedni do działania stan, ale i bez tego narzędzia można taki stan osiągnąć. Ułatwiającym, ale zdecydowanie nie niezbędnym.

Przy odpowiednim zaplanowaniu tego, co chce się osiągnąć i wymyśleniu (dzięki znajomości mechanizmów działania świata), ustaleniu sposobu, w jaki chce się nagiąć prawdopodobieństwo (wymyślony przez kogo innego albo nie dla konkretnej, pojedynczej sprawy sposób zawsze będzie mniej skuteczny, bo nie obejmie wszystkich niuansów danej sytuacji), krok po kroku, nie trzeba wierzyć w nic, nie trzeba stosować jakichkolwiek opracowanych przez kogokolwiek kiedykolwiek i dla kogokolwiek formuł, zaklęć, rytuałów, whatever. Nic gotowego, istniejącego wcześniej nie będzie tak skuteczne, jak to, co zostaje stworzone dla pojedynczego, jedynego w swoim rodzaju celu, tego, który sobie przy danym działaniu wytyczamy. I nic poza praktyką i właściwym planowaniem na rezultat nie wpłynie. A jak osiągnąć ten rezultat? Poza wiedzą o zasadach działania tego, co chce się zmienić, nagiąć dla własnych lub cudzych potrzeb, nazwijmy to w uproszczeniu rzeczywistością lub losem i przyjmijmy strukturę sieciową, jako najlepiej oddający tę konstrukcję obraz, i poza umiejętnością zaindukowania w sobie stanu rezonansu z rzeczywistością, losem czy jak to w uproszczeniu nazwiemy, z roboczo przyjętą jako dobry obraz strukturą sieciową, w gruncie rzeczy nic. A do wywołania owego stanu wiara wcale nie musi się mieszać. Czasem wystarcza zwykła hiperwentylacja, bardzo silny ból, np. zęba z odkrytym nerwem, leżenie pod rytmicznie pikającą aparaturą medyczną albo przetrenowanie. Albo ciężki kac czy kilka dni postu lub powstrzymywania się od snu.

Wiara w cokolwiek, łącznie z powodzeniem podejmowanego działania, jest wyjątkowo wśród niektórych środowisk magicznych przereklamowana. Może ma stanowić wabik, a może zniechęcacz, kto wie... tylko po co utrudniać nią coś, co jej wcale nie wymaga?

Dlatego nie wierzcie, że rzucicie bieda-urok miłosny, wyczytany w książkach Cunninghama czy kolorowej prasie drukowanej na gównianym papierze, z gadającymi gwiazdami w tytule. Jeśli nie wiecie jak, idealne wykonanie krok po kroku dowolnego zaklęcia z opisu, poparte najsilniejszą choćby wiarą w osiągnięcie efektu, w żaden sposób rzeczywistości nie zmieni, jeżeli działający nie zna jej konstrukcji i nie wie jak rezonować z jej drganiami. A jeśli ją zna i zarezonować potrafi, gotowe, cudze sposoby wywala do śmieci lub tłucze o kant dupy. Podobnie jak potrzebę wiary w efekt. Wtedy po prostu skutecznie działa, intuicyjnie tworząc sposoby dla danego celu najwłaściwsze.