niedziela, 24 marca 2013

zima

2 razy skomentowano

Dała mi w kość ta zima, oj dała. I nie, nie chodzi o mróz, o ziąb, śnieg i wichurę. Te mogłyby trwać przez okrągły rok, nie sprawiłoby mi to żadnego dyskomfortu.  Chodzi o mrok. Wprawdzie nie przypominam sobie, odkąd zaczęłam rytualnie zaznaczać poszczególne cezury w stanie świata, zatem od kilkunastu lat, bym w wiosenną równonoc bosymi stopami wytopiła w śniegu dołki, i by nie było w tym czasie pąków na drzewach, ani tej rozkosznie delikatnej, zielonej mgiełki w lesie, żeby nie było porannej rosy, ale nie w tym rzecz. Oprócz tego, że długotrwała, ostatnia zima była (była, bo kalendarzowo i astronomicznie należy przecież do przeszłości, choć namacalnie wciąż niewiele na to wskazuje) niezwykle ponura i bezsłoneczna. Nie pamiętam takiej. Nie pamiętam tak wielu pochmurnych i burych dni, wśród których te rozsłonecznione były odświętnym wyjątkiem. Było ponuro do tego stopnia, że w najciemniejsze przedpołudnia zaczynałam się zastanawiać, czy przypadkiem nie nadeszła już Fimbulvetr.

Dała mi w kość i ostatnia Ostara. Nie pamiętam, bym po tym święcie wracała do domu tak zziębnięta – i to mimo odkrycia i zastosowania możliwości rytualnego użycia grzanego miodu, zabieranego z sobą do lasu w termosie. Mimo wielkiego ognia, przy którym nie marzły stopy. Nie zdobyłam się tym razem na spędzenie w lesie całej nocy, jak mam to w zwyczaju; myślę, że zimowa ciemność wypruła ze mnie siły, po raz pierwszy od bardzo dawna chciwie wystawiam twarz ku słońcu, którego zwykle unikam.

Przy świątecznej okazji wróciło kilka wspomnień. Wspomnienia wprawdzie rzecz nabyta i można się ich pozbyć. Ale niektóre z nich sprawiają, że marzy się o amnezji jak o najwspanialszym błogosławieństwie. Nie dlatego, że złe. Przeciwnie, są zbyt dobre i piękne. Osłabiają, zwłaszcza gdy niechciane przychodzą same z siebie.

Rok się znów obrócił. Podziękowałam Bogom za niemieszanie się do moich spraw od jesiennego zrównania. Wysłuchali prośby, uszanowali, nie wtrącali się w żaden sposób. Polałam miodem. Od tej chwili nie będę się wzbraniać, jeśli w dowolny sposób zechcą zamanifestować swą obecność. Czas znów ruszyć przed siebie. Realizować kolejne zamierzenia. Wytyczać kolejne cele. Pamiętając o tym, że kto żyje bez dyscypliny, umiera bez honoru. A w planach, zamierzeniach i w walce z życiem każde wsparcie będzie mile widziane.



Zima przecież minęła. Nawet jeśli zupełnie na to nie wygląda.

piątek, 8 marca 2013

ostrożności nigdy dość...

0 razy skomentowano

...i niech leci z wiatrem. Skal all fyrna ok um døyia.

wtorek, 5 marca 2013

krótka a gorzka refleksja
nad konsekwencjami wyborów religijnych

8 razy skomentowano

Wejście na Północną Ścieżkę bywa przekleństwem. Podobnie zresztą, jak wejście na drogę druidyzmu. Druga droga jako podstawowy priorytet wymusza na podążającej nią osobie dążenie do wiedzy i zrozumienia. Zrozumienia wszelkich rządzących światem mechanizmów. Za wszelką cenę i każdym możliwym kosztem, w gruncie rzeczy kosztem życia, kosztem własnej prywatności, kosztem innych celów, dążeń i pragnień. Podążanie pierwszą z kolei sprawia, że można zapomnieć o staniu z boku, o bierności, o byciu obserwatorem rozmaitych wydarzeń, wymusza nieustanną aktywność. Na Północnej Ścieżce nie da się po prostu stać w szeregu z innymi, niebędącymi współwyznawcami. Ta droga bowiem wymusza naturalne przywództwo, załatwianie wszelkich spraw, nie tylko własnych, bycie rzecznikiem dowolnego ogółu, do którego się przynależy. Wobec ludzi i wobec bogów.

Ktoś, kto wszedł na druidzką drogę, a później wdał się w romans z bogami Północy wiedzę zdobywa nie przez obserwację, a przez ustawiczne działanie. Działanie bez odpoczynku. Niejednokrotnie w tym działaniu do cna się spalając.

Jedna i druga znakomicie się uzupełniają. I każą zapomnieć o jakimkolwiek życiu prywatnym... chyba że spotykani po drodze ludzie, ci, z którymi chce się swoją prywatność dzielić na te same drogi weszli. Jeśli nie – nie ma prywatności – ustawicznie bowiem przyjmuje się na siebie sprawy innych. Nieustannie będąc w centrum rozmaitych zdarzeń kształtuje się los – i własny i całego otoczenia.

Nie jest łatwo, bywa ciężko i bardzo nieprzyjemnie. Nikt jednak nie obiecywał, że będzie łatwo i przyjemnie. Choć czasem chciałoby się wycofać, zawrócić, wrócić do czasu, gdy własne życie było tylko własne. Raz jednak zacząwszy przestać nie sposób. Nie ma możliwości odwrotu, można tylko przeć naprzód.

Wszystko w życiu ma cenę...