czwartek, 19 grudnia 2013

przedprzesileniowo

0 razy skomentowano

Co­raz moc­niej od­czu­wam przed­prze­si­le­nio­wy nie­po­kój. I co­raz mi smut­niej. Jesz­cze dwa dni, i mój ulu­bio­ny czas roku za­cznie wy­raź­nie zmie­rzać do koń­ca. Za­cznie wra­cać słoń­ce. Już nie­ba­wem, by się przed nim scho­wać w spo­koj­ną, bez­piecz­ną ciem­ność, trze­ba bę­dzie cze­kać do póź­nej nocy. Bo wsta­wa­nie przed świ­tem już prze­sta­nie dzia­łać, już bę­dzie ta nie­po­ko­ją­ca ja­sność na wschod­nim ho­ry­zon­cie. Aż w koń­cu słoń­ce zdo­mi­nu­je nie­bo, za kil­ka mie­się­cy bę­dzie wy­pa­lać oczy, po­zo­sta­wiać na cie­le pla­my pie­gów i nie­mi­ło­sier­nie grzać.

Smut­no mi. Bo dla mnie mo­gła­by wca­le nie ist­nieć ta „ja­sna” połowa roku, ta mię­dzy wio­sen­nym a je­sien­nym zrów­na­niem. Wy­star­czy­ła­by mi część od wrze­śnia do mar­ca, ze szcze­gól­nym na­ci­skiem na li­sto­pa­do­we po­ran­ne mgły, sło­ty i mżaw­ki, i ule­wy. Wła­ści­wie, do­da­jąc ty­po­we dla li­sto­pa­da krót­ko­trwa­łe śnie­gi, nie­wiel­kie mro­zy i peł­ne je­sien­nych barw nie­licz­ne sło­necz­ne dni — mógł­by trwać przez ca­ły rok. Dwa­na­ście li­sto­pa­dów do­sko­na­le by mnie za­do­wa­la­ło.


 Smut­no mi, bo mój czas do­bie­ga już po­ło­wy. A na wio­snę i lato mo­gła­bym za­snąć i spać aż do wrze­śnia. Albo li­sto­pa­da.

wtorek, 17 grudnia 2013

kolec

0 razy skomentowano

Dukaj życie zna. Dobrze zna.

 ...poznasz siłę człowieka po nieszczęściach, jakie na niego spadają. Kto jest giętki, cienki i miętki, ten się biez prabliemy kładzie z nurtem i wiatrem, i wpasowuje się w każdą okoliczność; ale kto twardy ten opór stawia, a im mocniej się na swoim zapiera, tem mocniej życie przeciw niemu prze. Na koniec czuje, jakby cały świat nań cisnął z czystej złośliwości: złam się, złam, złam! Wszystko inne się ugięło, rozmyło, poddało - a tu jeden kolec wystaje i w bok kłuje. Więc ciężar świata idzie na ów kolec: złamać, wyrwać, zniszczyć. Są takie ludzie-kolce - nie wiesz pan o tym, panie Benedykcie? Że kłują. Że zawsze wszystkich kłują.

Jak to dobrze znajome, tylko jeszcze spadanie kolca na cztery łapy zawsze i z każdego gówna można by dodać. Że potem życie znów będzie chciało łamać? Znów się na cztery łapy spadnie... Ale to już nie tylko życie. To opieka z Góry.

Nawet bezśladowe wyleczenie raka wskazuje na więcej szczęścia niż rozumu. I tak jest ze wszystkim

środa, 27 listopada 2013

o młodych talentach i odpowiedzialności

11 razy skomentowano

Nie uczmy mło­dych ma­gii re­kon­struk­cyj­nej. Nie znaj­duj­my w nich po­ten­cja­łu, a je­śli na­wet go do­strze­że­my, nie mów­my im o tym, nie łów­my ta­len­tów. Nie łam­my im ży­cia. Rób­my wy­ją­tek tyl­ko dla tych, któ­rzy sami tego chcą, któ­rzy są pew­ni że tego wła­śnie szu­ka­ją, dla tych, któ­rzy wy­rzu­ce­ni drzwia­mi wró­cą oknem, a wy­rzu­ce­ni przez okno znów bę­dą sztur­mo­wać drzwi…

Ow­szem, moż­na uczyć po­je­dyn­czych tech­nik, me­tod, spo­so­bów. Po­ka­zać pew­ne za­sa­dy. Na­uczyć ko­goś gal­dru, plą­ta­nia ni­tek, ma­lo­wa­nia lub wią­za­nia hek­sów. Ale nie pró­buj­my po­ka­zy­wać ca­ło­ści. Podstawy. Sedna.

Dla­cze­go? Dla­te­go, że by­cie mą­drą, ca­il­le­ach, se­iðko­ną lub ich mę­ski­mi od­po­wied­ni­ka­mi, co kon­tekst, to na­zwa, to nie tyl­ko zna­jo­mość tech­nik, spo­so­bów i za­sad któ­rym kon­struk­cja tych spo­so­bów pod­le­ga. To tyl­ko obrze­że, mar­gi­nes. Taka oso­ba, gdy już za­cznie, za­wsze, do koń­ca ży­cia, a i po nim, bę­dzie stą­pać jed­ną no­gą po na­szej stro­nie Za­sło­ny Świa­tów a dru­gą – po tej dru­giej. A to bezpowrotnie zmie­ni jej ży­cie. Bo Tam­ta Stro­na wpły­wa na nie i je nieodwracalnie przekształca.

Ktoś ży­ją­cy w po­ło­wie tu, a w po­ło­wie tam, ni­gdy nie bę­dzie w peł­ni przy­na­le­żał do ja­kiej­kol­wiek ludz­kiej spo­łecz­no­ści. Na­wet je­śli zde­cy­du­je się na zwią­zek, na­wet je­że­li za­ło­ży ro­dzi­nę. Bo zwią­zek, ro­dzi­na, ukła­dy to­wa­rzy­skie i spo­łecz­ne są tyl­ko mar­gi­ne­sem jego ży­cia. Dla kogoś takiego zawsze będą spra­wy waż­niej­sze i to ku nim bę­dzie cią­ży­ło sed­no jego za­in­te­re­so­wań. Pęd do ro­zu­mie­nia wię­cej, tego, by wię­cej wie­dzieć, wię­cej umieć i więcej móc sta­nie się na za­wsze prio­ry­te­tem, na któ­rym ucier­pi ży­cie to­wa­rzy­skie, ro­dzin­ne, za­wo­do­we, przy­jaź­nie i wszel­kie wię­zi mię­dzy­ludz­kie. Istot­niej­sze sta­ną się z cza­sem wię­zi ludz­ko­-bo­skie, zwy­kle wię­zi z ta­ki­mi bo­ga­mi, któ­rzy wię­cej wy­ma­ga­ją niż da­ją, a lu­dzi trak­tu­ją jak środ­ki do swo­ich ce­lów. Im moc­niej od­da­nych im lu­dzi, tym bar­dziej.

Mą­dra, se­iðko­na, cail­leach nie na­le­ży do świa­ta lu­dzi. Tyl­ko w nim ży­je. Nie z ludź­mi i nie wśród nich, a sta­le obok. Za­wsze z cza­sem sta­je się jed­nost­ką co­raz bar­dziej so­cjo­pa­tycz­ną. A ca­il­le­ach, mą­drą, se­iðko­ną się nie bywa tyl­ko na czas Czy­nie­nia, nią się po pro­stu staje. To nie stan przyj­mo­wa­ny na czas Czy­nu, to przy­pa­dłość ca­łej ludz­kiej isto­ty.

Jed­nak… kie­dy oglą­dam się o ćwierć wie­ku wstecz – nie chcia­ła­bym być ni­kim in­nym niż je­stem te­raz. Gdy spo­glą­dam na tę mło­dziutką, zde­spe­ro­wa­ną ko­bie­tę (ko­biet­kę wte­dy w za­sa­dzie) niby po­dob­ną do ró­wie­śni­ków, ma­ją­cą ta­kie jak oni pro­ble­my, ma­rze­nia i cele, a tyl­ko bar­dziej niż oni za­in­te­re­so­wa­ną tym co du­cho­we, nie­ma­te­rial­ne, ro­zu­mie­niem me­cha­ni­zmów świa­ta i umie­jęt­no­ścią po­wo­do­wa­nia w nim zmian, nie chcia­ła­bym zmie­nić tego co w moim ży­ciu za­szło od cza­su gdy swo­ją de­cy­zję pod­ję­łam i za­czę­łam upar­cie dą­żyć do jej re­ali­za­cji. Mimo że pła­cę za to sa­mot­no­ścią wśród lu­dzi, zu­peł­nie in­nym niż u nich roz­ło­że­niem ży­cio­wych prio­ry­te­tów, a na­wet tak głu­pa­wy­mi przy­pa­dło­ścia­mi psy­cho­fizycz­ny­mi jak wciąż na­ra­sta­ją­ca me­te­opa­tia – wie­dzieć wię­cej, czuć wię­cej, umieć i ro­zu­mieć wię­cej – to im­pe­ra­tyw, któ­ry od ćwierć­wie­cza mi to­wa­rzy­szy, ni­gdy nie słab­nąc – prze­ciw­nie, je­dy­nie w cza­sie na­ra­sta­jąc. W tym wy­pad­ku o wie­le bar­dziej li­czy się „być” – i to „kim” – i to „jak” – niż co­kol­wiek mieć.

Ale to nie my po­win­ni­śmy szu­kać tych, któ­rym pew­ne prio­ry­te­ty prze­sło­nią wszyst­ko inne. To oni po­win­ni znaj­do­wać nas. A my po­win­ni­śmy – taki nasz obo­wią­zek i na­sza od­po­wie­dzial­ność – uświa­da­miać im, jaka to trud­na dro­ga i po­ka­zy­wać wszyst­kie „prze­ciw”. „Za” znaj­dą sami. I za­nim za­cznie­my ich uczyć, po­win­ni do­wieść swo­jej de­spe­ra­cji w dą­że­niu do tego, cze­go pra­gną i zro­zu­mie­nia, jak bar­dzo osią­ga­nie tego („o­sią­ga­nie” nie „o­sią­gnię­cie” – bo jest to sta­ła dro­ga, wciąż pod gó­rę i „za jed­ną da­lą dru­ga dal” – cią­głe sta­wa­nie się, a nie pro­ste dotarcie do celu) ich zmie­ni. A zmie­ni na za­wsze.


piątek, 25 października 2013

niepoprawnie politycznie myśl genderowa

12 razy skomentowano

W wyniku obserwacji rozmaitych dyskusji o samodefiniowaniu i określaniu płci tudzież sposobach określania się w rozmaitych sytuacjach społecznych, uznałam, że przyszedł być może czas na prezentację własnego w tej kwestii stanowiska. Słowo kobieta oznacza dla mnie wyłącznie biologiczną samicę gatunku Homo sapiens sapiens, a mężczyzna – samca tego samego gatunku, jedynym kryterium różnicującym jest fizjologia i budowa, obecność konkretnych narządów lub ich brak. Owszem, hormony wpływają na sposób rozumowania i funkcjonowanie, ale nie dajmy się zwariować...

Określenie osoba płci żeńskiej, z którym gdzieniegdzie się spotykam, jest dla mnie puste. Albo inaczej – jest udziwnieniem wprowadzającym nadmierne zamieszanie definicyjne. Ma jajniki, czy jądra? Jeśli ma jajniki lub miała, a zostały operacyjnie usunięte – jest kobietą. Jeśli ma jądra (lub zostały operacyjnie usunięte) – jest mężczyzną. Jeśli urodził/a się bez tego i tego – co się ponoć zdarza – jest istotą bezpłciową, jeżeli z jednym i drugim – obojnakiem. Żadne kulturowe omówienia poszczególnych płciowych ról nie mają znaczenia, są tylko – wcale niekoniecznie prostą – nakładką na fizjologię. Jeżeli kobieta pełni społeczne funkcje mężczyzny – choćby dosłużywszy się w wojsku stopnia generała – nie przestaje przez to być kobietą. Jeśli mężczyzna skupia się na wychowywaniu dzieci, prowadzeniu gospodarstwa i praniu pieluch, biorąc urlop ojcowski, kretyńsko zwany tacierzyńskim, a poza domem wykonując wysoce sfeminizowany zawód pielęgniarza lub nauczyciela przedszkolnego, mężczyzną być nie przestaje. Nawet jeśli ktoś zechce taką kobietę nazwać chłopobabem, a mężczyznę niewieściuchem – wtedy wyłącznie osoba przypinająca takie etykietki ma z sobą problem, niedotyczący w żaden sposób osoby etykietkowanej.

Płeć mózgu - cóż - kulturowo-postnowoczesny wynalazek; sprawny mózg stanowi o tym, że jest się człowiekiem, bardziej lub mniej inteligentnym; o płci stanowią wyłącznie konkretne narządy. Postrzeganie kogoś przez pryzmat tego, jakiej płci przynależne gonady i cechy trzeciorzędowe posiada jest głupie i chore, mimo że szeroko społecznie rozpowszechnione. Człowiek to człowiek, jego płeć ma znaczenie jedynie wówczas, gdy chce się z nim iść do łóżka. Tak trudno przyjąć do wiadomości fakt, że posiadanie cycków w niczym nie dyskwalifikuje danego człowieka jako uczestnika męskiej wódki, a posiadanie wacka jako znakomitego opiekuna do dziecka? Trzeba zaraz człowieczeństwo dychotomizować?

A że bywa i tak, że mózg produkuje transseksualne urojenia (sama znam dwie osoby transseksualne, co nie zmienia mojego stanowiska) – cóż, są tacy, którzy równie silnie jak taki trans wierzy w to, że jest kobietą, wierzą, że są Napoleonami. Albo Jezusami... Albo jaszczurami – i też się przez rozmaite skaryfikacje operacyjnie do nich upodobniają. Widocznie nie trafili w życiu na rozsądnego i niespaczonego nowoczesnymi ideami psychiatrę.

Z mieszania kultury z biologią i definicji kulturowych z przyrodniczymi nic sensownego dotąd nie wynikło, przeciwnie – jedynie narastające nieporozumienia. A że przy okazji znów wylazł hrefni radykalizm - to już inna para kaloszy...


poniedziałek, 23 września 2013

o Disach na podstawie źródeł

1 razy skomentowano

W mi­to­lo­gii nordyckiej disa (dís – pani, licz­ba mno­ga – dísir) to żeń­ski duch bądź bó­stwo po­wią­za­ne z lo­sem, któ­re mo­że sprzy­jać śmier­tel­ni­kom lub być do nich na­sta­wio­ne ne­ga­tyw­nie. Disy mo­gą wy­stę­po­wać jako opie­kun­ki po­je­dyn­czych lu­dzi bądź ca­łych kla­nów. Praw­do­po­dob­nie wy­wo­dzą się z gru­py po­mniej­szych bóstw płod­no­ścio­wych, pry­wat­nie i spo­łecz­nie ho­no­ro­wa­nych pod­czas świę­ta zwa­ne­go dísa­bló­t[1] —(patrz da­lej) — ich kult mo­że tak­że być po­chod­ną czci od­da­wa­nej du­chom zmar­łych przod­kó­w[2]. Po­dob­nie jak o wal­ki­riach, nor­nach i væt­tir, nie­mal za­wsze wspo­mi­na się o nich gru­po­wo­[1],[3]. Wie­lu ba­da­czy na pod­sta­wie po­do­bieństw lin­gwi­stycz­nych i mi­to­lo­gicz­nych za­kła­da, że pół­noc­no­ger­mań­skie dísir i za­chod­nio­ger­mań­skie Idi­si (dla po­trzeb niniejszego ar­ty­ku­łu jed­ne i dru­gie na­zy­wa­ne w uprosz­cze­niu di­sa­mi) są toż­sa­me­[4], jed­nak nie ma na to cał­ko­wi­cie nie­pod­wa­żal­nych do­wo­dów. Funk­cja peł­nio­na przez disy w tek­stach sta­ro­nor­dyckich przy­po­mi­na tę, któ­rą wy­ko­ny­wa­ły fyl­gje, wal­ki­rie i nor­ny, dla­te­go nie­któ­rzy ba­da­cze za­kła­da­ją, że jest to szer­szy ter­min, obej­mu­ją­cy inne żeń­skie isto­ty mi­tycz­ne, a inni, za nimi tak­że tłu­ma­cze tek­stów źró­dło­wych nie­kie­dy sto­su­ją go za­mien­nie z węż­szy­mi okre­śle­nia­mi.

 

Ety­mo­lo­gia i zna­cze­nie

aPod­sta­wo­we zna­cze­nie sło­wa dís – di­sa­[5] jest wy­wo­dzo­ne z in­do­eu­ro­pej­skie­go rdze­nia*dhēi­– (s­sać, kar­mić pier­sią) i opar­te­go na tym rdze­niu rze­czow­ni­ka dhīśa­na [6]. Ba­da­cze źró­deł po­łą­czy­li disy z za­chod­nio­ger­mań­ski­mi Idi­sa­mi­[4], za­uwa­ża­jąc że po­cząt­ko­we i– zo­sta­ło opusz­czo­ne jesz­cze w ję­zy­ku sta­ro­nor­dyj­skim lub na­wet pro­to­nor­dyj­skim. Ja­kub Grimm wska­zu­je na to że dís Skjöl­dun­ga wy­stę­pu­ją­ca w ed­da­icz­nej Pie­śni o Hel­gim za­bój­cy Hun­din­ga II  – Hel­ga­kvi­ða Hun­dings­ba­na II) w tłu­ma­cze­niu Apo­lo­nii Za­łu­skie­j-Ström­berg po­ja­wia­ją­ca się jako có­ra Skjöl­dun­gów jest prak­tycz­nie toż­sa­ma z po­ja­wia­ją­cą się w Be­owul­fie ides Scil­din­ga – kró­lo­wą Scyl­din­gów)[7]. Su­ge­ru­je tak­że, że imię bo­gi­ni Idunn mo­że wy­wo­dzić się z pier­wot­nej for­my sło­wa okre­śla­ją­ce­go di­sy­[8].

Poza pierw­szym za­klę­ciem mer­se­bur­skim, w któ­rym idi­sy upra­wia­ją ma­gię bi­tew­ną, sło­wo idis wy­stę­pu­je w źró­dłach je­dy­nie jako okre­śle­nie pani bądź pan­ny, dzie­wi­cy (ang. ma­iden)[9],[10]. Ba­da­cze nie są za­tem zgod­ni co do tego, czy de­sy­gna­ty słów idis i dís są toż­sa­me, jed­nak wska­zu­je na to wie­le ma­te­ria­łó­w[11]. Inni ba­da­cze łą­czą w jed­ną gru­pę wszyst­kie żeń­skie du­chy i po­mniej­sze bó­stwa zwią­za­ne z wal­ką, za­li­cza­jąc do niej disy, wal­ki­rie i si­ge­wi­fy (si­ge­wif, pa­nie zwy­cię­stwa, ko­ja­rzo­ne przez An­glo­sa­sów z psz­cze­lim ro­jem) i znaj­du­ją mię­dzy nimi ce­chy wspól­ne, za­rów­no pod wzglę­dem na­zew­nic­twa, jak i za­cho­wa­nych mi­tów i za­klęć ma­gicz­nych, dla wszyst­kich ro­dza­jów tych istot wy­stę­pu­ją­cych w róż­nych ger­mań­skich kul­tu­ra­ch[4]. Opo­wie­ści po­cho­dzą­ce z tych kul­tur prze­trwa­ły przede wszyst­kim w Ed­dach i trud­no dziś roz­strzy­ga­ją­co, nie na pod­sta­wie sa­mych tyl­ko przy­pusz­czeń i aso­cja­cji, w peł­ni zre­kon­stru­ować przed­chrze­ści­jań­ską mi­to­lo­gię róż­nych lu­dów ger­mań­skich. Za­kła­da się jed­nak, że ję­zy­ki ger­mań­skie z oko­lic Da­nii bądź Pół­wy­spu Ju­tlandz­kie­go, któ­ry zda­je się być ich ko­leb­ką­[12], ewo­lu­owa­ły ra­czej w kie­run­ku pół­noc­nym niż po­łu­dnio­wym. H. Da­vid­son za­uwa­ża po­dob­ny roz­wój i mi­gra­cję po­jęć mi­to­lo­gicz­nych – od pier­wot­nych kon­cep­cji pro­to­ger­mań­skich ku for­mom za­pi­sa­nym w is­landz­kich sa­ga­ch[4].

Jak za­uwa­ża R. Si­mek, sta­ro­nor­dycki wy­raz dís po­wszech­nie wy­stę­pu­je jako sy­no­nim sło­wa „ko­bie­ta” lub „pa­ni, da­ma” – i w tym sa­mym stop­niu do­ty­czy to sta­ro­wy­so­ko­nie­miec­kie­go idis i an­glo­sa­skie­go ides, praw­do­po­dob­nie te rze­czow­ni­ki by­ły tak­że uży­wa­ne do okre­śla­nia pew­ne­go typu żeń­skich bóstw. Zgod­nie z za­ło­że­niem Sim­ka nie­któ­re źró­dła ed­da­icz­ne mo­gą pro­wa­dzić do wnio­sku, że dísir by­ły po­dob­ny­mi wal­ki­riom straż­nicz­ka­mi śmier­ci – i rze­czy­wi­ście w I Pie­śni o Gu­drunGu­ðrúnar­kvi­ða I ) wal­ki­rie są na­zy­wa­ne Her­jans di­sir – di­sa­mi Ody­na. W Gren­landz­kiej Pie­śni o Atlim – Atla­mál en grön­lez­ku) di­sa­mi są bez­po­śred­nio okre­śla­ne umar­łe ko­bie­ty – jed­nak­że ta sama pieśń, w tej sa­mej stro­fie mó­wi, że disy są bez­sil­ne wo­bec umar­łych ko­biet, któ­re mia­ły za­brać jed­ne­go z bo­ha­te­rów tej pie­śni – Gun­na­ra, w wi­zji do­świad­czo­nej przez jego żo­nę. Wska­zy­wa­ło­by to na po­dział dis jako du­chów opie­kuń­czych na życz­li­we i czu­wa­ją­ce nad lo­sem swo­je­go pod­opiecz­ne­go i wro­gie, wiesz­czą­ce mu śmierć i przy­cho­dzą­ce za­brać go do kra­iny zmar­łych. Wtór­ne za­ło­że­nie, że disy są po pro­stu du­cha­mi zmar­łych ko­biet znaj­du­je na­to­miast po­twier­dze­nie w is­landz­kim folk­lo­rze[13]. Si­mek pod­kre­śla tak­że, że po­dob­nie jak funk­cja ma­tron by­ła bar­dzo we­wnętrz­nie zróż­ni­co­wa­na – ro­zu­mia­no je bo­wiem jako bo­gi­nie płod­no­ści, oso­bi­ste du­chy opie­kuń­cze i bó­stwa wo­jow­ni­czo­-bi­tew­ne, tak samo moż­na roz­sze­rzyć za­kres kul­tu dis, któ­re po­dob­nie jak ma­tro­ny, wal­ki­rie i Nor­ny mo­gą być uzna­wa­ne za róż­ne ma­ni­fe­sta­cje licz­nych żeń­skich (pó­ł)bo­gi­ń[13].

Z ko­lei wy­stę­pu­ją­ce w nor­we­skiej to­po­no­ma­sty­ce okre­śle­nie Di­sin, ze sta­ro­nor­dyj­skie­go Di­sa­vin, ozna­cza­ją­ce „łą­kę dis” i jego moż­li­we od­nie­sie­nie do in­dyj­skie­go sło­wa dhīsa­nas su­ge­ru­je nie­któ­rym ba­da­czom, że wyj­ścio­wo disy by­ły zwią­za­ne z płod­no­ścią[20]. Rze­czow­nik dís wy­stę­pu­je tak­że w na­zew­nic­twie szwedz­ki­m[1]. Jest po­wszech­nym czło­nem imion żeń­skich ry­tych na ka­mie­niach ru­nicz­nych. Ma to swój po­czą­tek w imio­nach sta­ro­wy­so­ko­nie­miec­kich, jak Iti­spu­ruc czy Iti­slant i jest bar­dzo po­pu­lar­ne w imio­nach sta­ro­nor­dyckich – Thór­dís, Hjör­dís, Ás­dís, Vig­dís, Hal­l­dís, Frey­dís itd.

Snor­ri Stur­lus­son nie wspo­mi­na o di­sach w swo­jej Ed­dzie Młod­szej, mó­wi jed­nak o Va­na­dis – di­sie Wa­nów, okre­śla­jąc tym imie­niem Frey­ę i o ön­dur­dís (di­sie ra­kiet śnież­nych) na­zy­wa­jąc tak Ska­di­[23]. Na tej pod­sta­wie Lot­te Motz su­ge­ru­je, że sło­wo dís by­ło pier­wot­nym sta­ro­nor­dyckim okre­śle­niem bo­gi­ni i zo­sta­ło póź­niej za­stą­pio­ne przez rze­czow­nik ásyn­ja, bę­dą­cy po pro­stu żeń­ską for­mą okre­śle­nia áss – As[24].

 

Kult

bIst­nie­ją licz­ne do­wo­dy na to że w po­gań­skich cza­sach w Skan­dy­na­wii kult dis był po­wszech­ny. Przede wszyst­kim po­świę­co­ne im świę­to –blót, okre­śla­ny na­zwą dísa­blót jest wspo­mi­na­ne w sa­gach – o Her­wa­ra­rze i kró­lu He­idre­ku (He­rva­rar saga ok He­iðreks ko­nungs) o Viga Glu­mie (Víga­-Glúms saga ) o Egi­lu (Egils saga) i w He­im­skrin­gla[14]. We­dług sagi o Viga Glu­mie, ob­cho­dzo­no to świę­to pod­czas tak zwa­nych Nocy Zi­mo­wych, czy­li na po­cząt­ku zi­my­[15]. W sa­dze o Her­wa­ra­rze to świę­to rów­nież ma miej­sce je­sie­nią i jest ce­le­bro­wa­ne przez ko­bie­tę, cór­kę kró­la Ál­fra z Ál­fhe­imu, któ­ra czer­wie­ni hörgr ofia­ra­mi. John Lin­dow su­ge­ru­je, że ten opis od­zwier­cie­dla ty­po­wy spo­sób od­pra­wia­nia tego świę­ta w w cza­sach po­gań­ski­ch[16]. W za­chod­niej Skan­dy­na­wii dísa­blót był przede wszyst­kim świę­tem pry­wat­nym, na­wet licz­ne zgro­ma­dze­nie z tej oka­zji opi­sa­ne w sa­dze o Viga Glu­mie do­ty­czy w grun­cie rze­czy wy­łącz­nie ro­dzi­ny i przy­ja­ció­ł[17].

Dla od­mia­ny za­miesz­czo­na w He­im­skrin­gla saga o św. kró­lu Ola­fie wspo­mi­na, że w w Sta­rej Up­psa­li (Gam­la Up­psa­la) dísa­blót ob­cho­dzo­no pod­czas mie­sią­ca Gói, czy­li na prze­ło­mie lu­te­go i mar­ca i świę­tu temu to­wa­rzy­szy­ło po­wszech­ne zgro­ma­dze­nie zwa­ne Thin­giem wszyst­kich Szwe­dów (lub Dísa­þing – Di­stin­giem) Po wpro­wa­dze­niu chrze­ści­jań­stwa ter­min zgro­ma­dze­nia i po­łą­czo­ne­go z nim jar­mar­ku prze­nie­sio­no na chrze­ści­jań­skie świę­to mat­ki bo­skiej grom­nicz­nej, na po­cząt­ku lu­te­go:

W cza­sie, gdy po­gań­stwo wciąż do­mi­no­wa­ło w Szwe­cji, był sta­ry zwy­czaj, zgod­nie z któ­rym głów­ną ofia­rę skła­da­no w Up­psa­li w mie­sią­cu Gói […] Skła­da­no w tym cza­sie ofia­ry za po­kój i zwy­cię­stwo, za kró­la i lud ca­łej Szwe­cji tam się wte­dy gro­ma­dził. W tym sa­mym cza­sie i miej­scu na­stę­po­wa­ło zgro­ma­dze­nie wszyst­kich Szwe­dów, a tak­że targ i jar­mark, któ­re trwa­ły przez ty­dzień. Te­raz, gdy wpro­wa­dzo­no chrze­ści­jań­stwo, po­wszech­ne zgro­ma­dze­nie i jar­mark wciąż są or­ga­ni­zo­wa­ne. Ale te­raz, gdy w Szwe­cji do­mi­nu­je chrze­ści­jań­stwo, a kró­lo­wie nie miesz­ka­ją już w Up­psa­li, targ i spo­tka­nie ma­ją miej­sce w Can­dle­mas […] ale te­raz trwa­ją tyl­ko trzy dni. Ma tam miej­sce po­wszech­ne zgro­ma­dze­nie Szwe­dów[18].

Okre­śle­nie Dísa­þing (o­bec­nie Di­sting) po­zo­sta­ło w uży­ciu, a jar­mark w Up­psa­li wciąż jest or­ga­ni­zo­wa­ny w pierw­szy wto­rek lu­te­go i naj­praw­do­po­dob­niej jest jed­nym z naj­star­szych w Szwe­cji[19].

W źró­dłach ist­nie­ją dwie wzmian­ki o po­świę­co­nej di­som hal­li lub świą­ty­ni. W sta­no­wią­cej część He­im­skrin­gla sa­dze o Yn­glin­gach (Yn­glin­ga saga) szwedz­ki król Aðils umie­ra, gdy na jed­nym ze swo­ich ru­ma­ków ob­jeż­dża w cza­sie dísa­blót miej­sce zwa­ne dísar­sálr – zo­sta­je od­rzu­co­ny i kona z gło­wą roz­bi­tą na ka­mie­niu[21]. W sa­dze o Her­wa­ra­rze Hel­ga zo­sta­je do­pro­wa­dzo­na do ta­kie­go sza­leń­stwa za­bój­stwem jej ojca do­ko­na­nym przez He­idre­ka, jej mę­ża, że wie­sza się w świą­ty­ni – w dísar­sálr – miej­scu po­świę­co­nym di­so­m[22].

 

Od­nie­sie­nie do in­nych żeń­skich po­sta­ci mi­tycz­nych

cW licz­nych tek­stach rola dis jest po­rów­ny­wal­na lub wręcz toż­sa­ma z funk­cja­mi peł­nio­ny­mi przez inne żeń­skie isto­ty mi­tycz­ne lub na­gi­na­na przez tłu­ma­czy i ba­da­czy w taki spo­sób, by im od­po­wia­da­ła, gdy na­su­wa­ją się ja­kie­kol­wiek wąt­pli­wo­ści zna­cze­nio­we. W Þi­ðran­da þáttr ok Þór­halls, mło­dy Thi­dran­di gi­nie z rąk czar­no ubra­nych dis, ja­dą­cych na czar­nych ko­niach, pod­czas gdy gru­pa dis w bie­li i na bia­łych ru­ma­kach nie jest w sta­nie go oca­lić. Obie gru­py re­pre­zen­tu­ją w tym tek­ście opo­zy­cję mię­dzy po­gań­stwem i chrze­ści­jań­stwem. Thor­hall Pro­rok okre­śla je jako fyl­gjur, fyl­gje[25].

Do dis jako od­po­wied­ni­ków opie­kuń­czych fyl­gji od­wo­łu­je się tak­że tekst sagi o Hal­fie i Hals­frek­ku (Hálfs saga ok Háls­frek­ka) Na dwo­rze kró­la Ey­se­in­na Duń­skie­go Út­ste­inn sprze­cza się z Ulfem, stwier­dza­jąc, że wie­rzy, iż „na­sze disy” (o­pie­ku­ją­ce się nim i jego dru­ży­ną) zbroj­nie przy­by­ły z nim do Da­nii. Ulf od­po­wia­da na to że jego zda­niem wszyst­kie disy Út­ste­in­na i jego lu­dzi ode­szły, a ich szczę­ście prze­mi­nę­ło – Hygg við hjál­mum | hin­gat kom­nar | til Dan­merkr  | dísir várarMar­twe być mu­szą | wszyst­kie twe disy | Szczę­ście ode­szło, mó­wię | od wo­jów Hal­fa[26]. W I Pie­śni o Hel­gim Za­bój­cy Hun­din­ga – Hel­ga­kvi­ða Hun­dings­ba­na I ) gdy Hel­gi po raz pierw­szy spo­ty­ka wal­ki­rię Si­grun, jest ona na­zy­wa­na di­są [z] po­łu­dnia – H. Adams Bel­lows tłu­ma­czy to po pro­stu jako dziew­czy­nę po­cho­dzą­cą z po­łu­dnia­[27].

Nie­kie­dy przy­pi­su­je się di­som tak­że ro­lę peł­nio­ną przez Nor­ny, choć­by z po­wo­du spra­wia­nia w nie­któ­rych tek­stach wra­że­nia po­de­szłe­go wie­ku – jed­nak to sko­ja­rze­nie jest roz­my­te i nie­pew­ne[28]. Część uczo­nych kon­se­kwent­nie do­wo­dzi, że sło­wo disa by­ło ory­gi­nal­nym okre­śle­niem wal­ki­rii – a samo sło­wo wal­ki­ria (do­słow­nie wy­bie­ra­ją­ca po­le­głych) by­ło ken­nin­giem okre­śla­ją­cym di­sę­[29]. Jed­nak – jak już zresz­tą wspo­mnia­łam, w od­róż­nie­niu od norn i wal­ki­rii, bez­po­śred­nie i do­słow­ne okre­śle­nie dis nie po­ja­wia się ani razu w Ed­dzie Pro­za­icz­nej. Jak rów­nież zo­sta­ło już po­wie­dzia­ne, rze­czow­nik disa jest uzna­wa­ny za po­krew­ny sta­ro­wy­so­ko­nie­miec­kie­mu itis, sta­ro­sak­soń­skie­mu idis i an­glo­sa­skie­mu ides, któ­re wszyst­kie ozna­cza­ją pa­nią bądź da­mę[2]. Idi­si upra­wia­ją­ce ma­gię bo­jo­wą i przez to utoż­sa­mia­ne (mo­im zda­niem w spo­sób lo­gicz­nie nie­upraw­nio­ny) z wal­ki­ria­mi wy­stę­pu­ją je­dy­nie w pierw­szym za­klę­ciu mer­se­bur­ski­m[30]. ja­kie­kol­wiek inne wy­stą­pie­nie źró­dło­we tego sło­wa do wal­ki­rii w ża­den spo­sób nie od­no­si.

W zna­cze­niu „pa­ni” sło­wo disa wy­stę­pu­je tak­że w po­ezji sta­ro­skandynawskie­j[2] – co jest wy­raź­nie wi­docz­ne w przy­dom­ku Freyi, któ­rej imię samo w so­bie ozna­cza wła­śnie pa­nią (fraw­jō) Do­dat­ko­wo uwa­gę zwra­ca fakt, że w źró­dłach di­sa­mi są na­zy­wa­ne nie tyl­ko isto­ty spo­za Za­slo­ny Świa­tów, śmier­tel­ne ko­bie­ty, choć zwy­kle są wy­mie­nia­ne z imie­nia, prze­no­śnie tak­że by­wa­ją na­zy­wa­ne imio­na­mi bo­giń bądź okre­śle­nia­mi przy­po­rząd­ko­wa­ny­mi isto­tom mi­tycz­nym. Jak Pi­sze Snor­ri Stur­lu­son w Skáld­ska­par­mál:

Ko­bie­ta jest tak­że me­ta­fo­rycz­nie na­zy­wa­na imio­na­mi Asyn­ji, Wal­ki­rii albo Norn, bądź in­nych ko­biet o po­nadna­tu­ral­nym po­cho­dze­niu[31].

 

Źró­dła sta­ro­skandynawskie

For­ma dísir nie­kie­dy wy­stę­pu­je w po­ezji ed­da­icz­nej i skal­dycz­nej obok lub za­miast bar­dziej swo­istych okre­ślen, ta­kich jak nor­ny, fyl­gje i wal­ki­rie i jest skład­ni­kiem licz­nych ken­nin­gów. Ed­da­icz­na Pieśń o Ham­di­rze – Ha­mði­smál) opo­wia­da o tym, jak Ham­dir i Sör­li uda­ją się na dwór goc­kie­go kro­la Er­man­ry­ka, by wy­mu­sić ze­mstę za okrut­ną śmierć ich przy­rod­niej sio­stry Svan­hild. W dro­dze za­bi­ja­ją swo­je­go ocią­ga­ją­ce­go się bra­ta Erpa. W ob­li­czu śmier­ci z rąk Go­tów, Ham­dir mó­wi o okru­cień­stwie dis któ­re na­kło­ni­ły go do za­bój­stwa Erpa, gdy ten po­wi­nien był uciąć gło­wę Er­man­ry­ka i do­pro­wa­dzić eks­pe­dy­cję do za­mie­rzo­ne­go skut­ku. Disy w nie­któ­rych tłu­ma­cze­niach (np. Bel­low­sa) wy­stę­pu­ją tu jako sy­no­nim Norn, jed­nak Apo­lo­nia Za­łu­ska­-Ström­berg prze­kła­da to sło­wo bez­po­śred­nio, na­to­miast wy­stę­pu­ją­ce w ory­gi­na­le Nor­ny tłu­ma­czy jako wal­ki­rie:

Ha­mðir kva­ð:
Af væri nú höfu­ð,
ef Erpr li­fði,
bró­ðir ok­karr inn böðfræk­ni,
er vit á braut vágum,
verr inn víg­fræk­ni,
— hvöt­tumk at dísir, —
gumi inn gun­n­hel­gi,
— ge­rðumk at vígi –.

Ek­ki hygg ek okkr
vera ulfa dæmi,
at vit my­nim sjal­fir of sa­kask
sem grey nor­na,
þá er gráðug eru
í au­ðn of alin
[33].
Ham­dir rzekł:
Gło­wa by mu spa­dła,
gdy­by Erp żuł,
Nasz dziel­ny brat,
co­śmy go w dro­dze za­bi­li
Twar­dy w wal­ce mąż,
dum­ny woj;
Złe disy szczu­ły,
zmu­si­ły do czy­nu.

Nie trza brać – mnie­mam
– wil­ków za przy­kład
by się wza­jem­nie zwal­czać
jak sza­re psy wal­ki­rii
żar­łocz­ne
na pust­ko­wiu zro­dzo­ne
[34] .


W Pie­śni Grim­ni­ra – Grím­ni­smál) mą­dry Grim­nir (O­dyn we wła­snej oso­bie) prze­po­wia­da śmierć kró­la Ger­röda, wiesz­cząc mu, iż jest prze­klę­ty przez disy. I znów nie­któ­rzy tłu­ma­cze prze­kła­da­ją to sło­wo jako Nor­ny, jed­nak Apo­lo­nia Za­łu­ska­-Ström­berg czy­ni to do­słow­nie – a ja za nią:

Eg­g­mó­ðan val
nú mun Yggr hafa,
þitt veit ek líf of li­ðit;
úfar ro dísir,
nú knát­tu Óðin sjá,
nál­ga­stu mik ef þú me­gir
[35].

Zmę­czo­nych mie­czem
Ygg opie­ką te­raz oto­czy.
Two­je ży­cie – wie­m-prze­mi­nę­ło
Wro­gie są Disy:
Odyn to­bie się ob­ja­wia
Zbliż się, je­śli się wa­żysz
[34] .

Po­wyż­sze źró­dła nie wska­zu­ją bez­po­śred­nio na sy­no­ni­micz­ne trak­to­wa­nie dis z in­ny­mi żeń­ski­mi isto­ta­mi mi­tycz­nym, tym bar­dziej nie z prząd­ka­mi losu – Nor­na­mi, ale o wie­le bar­dziej na fakt, że są to oso­bi­ste du­chy opie­kuń­cze, któ­re wsku­tek okre­ślo­nych po­czy­nań lub wła­sne­go wi­dzi­mi­się mo­gą się od swo­je­go pod­opiecz­ne­go od­wró­cić – co zwy­kle pro­wa­dzi do jego śmier­ci. W Pie­śni o Re­gi­nie – Re­gin­smál) nie­za­męż­na dziew­czy­na imie­niem Lyn­ghe­id jest okre­śla­na jako dís ulfhu­gu­ð – pani o wil­czym ser­cu (przez Za­łu­ską-Ström­berg jest to prze­tłu­ma­czo­ne jako dziew­ka do wil­ka po­dob­na) – i jest to trak­to­wa­ne jako epi­tet ob­raź­li­wy. W tej sa­mej pie­śni jest stro­fa, w któ­rej mowa o di­sach jako żeń­skich du­chach to­wa­rzy­szą­cych wo­jow­ni­ko­wi (w tłu­ma­cze­niu Za­łu­skie­j-Ström­berg – disy zło­rze­czą­ce) i dą­żą­cych do tego, by uj­rzeć go za­bi­tym w wal­ce, co jest zwy­kle ro­lą wal­ki­rii. Jed­nak i tu – po­dob­nie jak w po­przed­nich cy­ta­tach – bar­dziej od­po­wied­nie jest ich od­nie­sie­nie do du­chów opie­kuń­czych, któ­re od­wró­ci­ły się od swo­je­go pod­opiecz­ne­go:

Þat er fár mi­kit
ef þú fœti drepr,
þars þú at vígi ve­ðr,
tálar dísir,
stan­da þér á tvær hli­ðar
ok vil­ja þik sáran sjá
[36].

Zły to znak,
je­śli noga się po­tknie
gdy cią­gniesz na woj­nę,
nie­przy­chyl­ne disy
sto­ją u bo­ków twych obu
ran­nym chcąc cię zo­ba­czyć
[34] .

Ko­lej­nym tek­stem, w któ­rym disy wiesz­czą śmierć jest po­emat skal­dycz­ny Kráku­mál, stwo­rzo­ny przez Ra­gna­ra Lo­ðbró­ka, gdy ocze­ki­wał śmier­ci w wę­żo­wym gnieź­dzie – Ra­gnar śpie­wa: Heim bjó­ða mér dísir disy za­pra­sza­ją mnie do sie­bie – co mo­że być sko­ja­rzo­ne z tym, że są zwią­za­ne ze świa­tem zmar­łych.

W Gren­landz­kiej Pie­śni o Atlim – Atla­mál en grön­lez­ku) Glau­mvör ostrze­ga swo­je­go mę­ża Gun­na­ra, że śni­ła o di­sach. Część tek­stu ota­cza­ją­ce­go tę wzmian­kę prze­pa­dła, nie wia­do­mo co od­rzekł Gun­nar na to ostrze­że­nie. Pró­bę moż­li­we­go tłu­ma­cze­nia ca­ło­ści pod­jął J. Lin­dow w swo­jej wy­da­nej w 2001 r. Mi­to­lo­gii Nor­dckiej (nie mo­gąc zna­leźć ory­gi­nal­ne­go źró­dła, po­da­ję za tym wła­śnie tłu­ma­cze­niem:

I tho­ught dead wo­men
came hi­ther into the hall,
not po­or­ly dec­ked out.
They wi­shed to cho­ose you,
wo­ul­d’ve in­vi­ted you qu­ic­kly
to the­ir ben­ches;
I dec­la­re of no va­lue
the­se dísir to you.

Wi­dzia­łam zmar­łe ko­bie­ty
przy­szły tu do hal­li
Źle by­ły ubra­ne,
chcia­ły wy­brać cie­bie,
za­pra­sza­ły cię
byś spie­szył na ich ła­wy
Mnie się wy­da­je
że two­je disy są bez­sil­ne­
[34] .

Cho­ciaż rola dis nie zo­sta­ła w źró­dłach opi­sa­na w spo­sób nie bu­dzą­cy wąt­pli­wo­ści, a czę­sto wy­stę­pu­ją za­mien­nie z in­ny­mi żeń­ski­mi isto­ta­mi mi­tycz­ny­mi, jed­nak naj­wię­cej prze­trwa­łych śla­dów wska­zu­je na nie jako na żeń­skie du­chy opie­kuń­cze, zwią­za­ne z kon­kret­nym czło­wie­kiem bądź ca­łym ro­dem. Ich przy­chyl­ność moż­na utra­cić nie za­wsze za­leż­nie od wła­sne­go po­stę­po­wa­nia, choć źró­dła zda­ją się wska­zy­wać, że po­stęp­ki pod­opiecz­ne­go ma­ją na to zna­czą­cy wpływ, a to pro­wa­dzi do wie­lu nie­szczę­śli­wych oko­licz­no­ści, ze zgo­nem włącz­nie. Na pod­sta­wie nie­któ­rych źró­deł (Þi­ðran­da þáttr ok Þór­halls) moż­na by­ło­by za­ło­żyć, że ist­nie­ją ich dwa ro­dza­je – przy­chyl­ne i nie­przy­chyl­ne lu­dziom, jed­nak jest to źró­dło póź­ne i nosi wy­raź­ne pięt­no wpły­wu chrze­ści­jań­skie­go.

Przy­pi­sy

  1. Ar­ty­kuł Di­ser w Na­tio­na­len­cy­klo­pe­din (1991)
  2. Ar­ty­kuł Dis w Nor­disk fa­mil­je­bok (1907)
  3. El­se Mun­dal, The Po­si­tion of the In­di­vi­du­al Gods and God­des­ses in Va­rio­us Ty­pes of So­ur­ces — With Spe­cial Re­fe­ren­ce to the Fe­ma­le Di­vi­ni­ties, (1990) Ber­gen Open Re­se­arch Ar­chi­ve.
  4. H. Da­vid­son, Gods and My­ths of Nor­thern Eu­ro­pe, Pen­gu­in Bo­oks, 1990
  5. Au­gust Fick, Ver­gle­ichen­des Wör­ter­buch der In­do­ger­ma­ni­schen Spra­chen. Część III. Wort­schatz der Ger­ma­ni­schen Spra­che­in­he­it, Alf Torp, Hjal­mar Falk, Göt­tin­gen: Van­den­ho­eck & Ru­precht, 1909
  6. Jan de Vries, Alt­ger­ma­ni­sche Re­li­gions­ge­schich­te, de Gruy­ter, 1957, ety­mo­lo­gia za­pro­po­no­wa­na przez K.F. Jo­hans­so­na, Über die Al­tin­di­sche Göt­tin Dhi­sa­na und Ver­wand­tes: Be­iträge zum Frucht­bar­ke­it­skul­tus in In­dien, Skri­fter utgif­na af Kungl. Vet. Samf. i Up­psa­la 20.1 (1918)
  7. Ja­cob Grimm, Teu­to­nic My­tho­lo­gy, tom I
  8. Ja­cob Grimm, Teu­to­nic My­tho­lo­gy, tom I Wy­da­je się, że obie­ca­ne wy­ja­śnie­nie w Su­ple­men­cie do tomu IV nie ist­nie­je.
  9. Jan De Vries, Alt­ger­ma­ni­sche Re­li­gions­ge­schich­te, tom I i II, Ber­lin: de Gruy­ter, 1956
  10. E­.O­.G. Tu­rvil­le Pe­tre, Myth and Re­li­gion of the North: The Re­li­gion of An­cient Scan­di­na­via, Lon­don: We­iden­feld, 1964
  11. E.O­.G. Tu­rvil­le Pe­tre, Myth and Re­li­gion of the North: The Re­li­gion of An­cient Scan­di­na­via, Lon­don: We­iden­feld, 1964
  12. Do­nald Rin­ge, A Lin­gu­istic Hi­sto­ry of En­glish: From Pro­to­-In­do­-Eu­ro­pe­an to Pro­to­-Ger­ma­nic, Oxford Uni­ver­si­ty Press, 2009
  13. Ru­dolf Si­mek (tlum. An­ge­la Hall) Dic­tio­na­ry of Nor­thern My­tho­lo­gy, wyd. D.S. Bre­wer, 2007
  14. Ar­ty­kuł Di­sa­blot, Na­tio­na­len­cy­klo­pe­din.
  15. Roz­dzial 6 Sagi o Viga Glu­mie.
  16. John Lin­dow, Nor­se My­tho­lo­gy: A Gu­ide to the Gods, He­ro­es, Ri­tu­als, and Be­liefs, Oxford Uni­ver­si­ty Press, 2001
  17. E.O­.G. Tu­rvil­le Pe­tre, Myth and Re­li­gion of the North: The Re­li­gion of An­cient Scan­di­na­via, Lon­don: We­iden­feld, 1964
  18. Roz­dział 77 He­im­skrin­gla.
  19. ↑Ar­ty­kuł Di­stin­gen w Na­tio­na­len­cy­klo­pe­din.
  20. Jan de Vries, Alt­ger­ma­ni­sche Re­li­gions­ge­schich­te, de Gruy­ter, 1957
  21. Roz­dział 29 W tłu­ma­cze­niach an­giel­skich dísar­sálr po­ja­wia się­zwy­kle jako hal­la bo­giń.
  22. Saga o kró­lu He­idre­ku Mą­drym.
  23. Gyl­fa­gin­ning, roz­dział 35,Skáld­ska­par­mál roz­dział 23 i 28 W obu wy­pad­kach zło­że­nie z uży­ciem sło­wa dís bez­po­śred­nio na­stę­pu­je po uży­ciu za­wie­ra­ją­ce­go sło­wo goð, (bó­stwo):: Va­na­go­ð, ön­dur­go­ð.
  24. Lot­te Motz, Si­ster in the Cave: The Sta­tu­re and the Func­tion of the Fe­ma­le Fi­gu­res of the Ed­das, Ar­kiv för Nor­disk Fi­lo­lo­gi 95 (1980) 168–82.
  25. E­.O­.G. Tu­rvil­le Pe­tre, Myth and Re­li­gion of the North: The Re­li­gion of An­cient Scan­di­na­via, Lon­don: We­iden­feld, 1964 De Vries rów­nież zwra­ca uwa­gę na ten frag­ment, pod­kre­śla­jąc bli­skość dis i fyl­gji.
  26. Hil­da Ro­de­rick El­lis [Da­vid­son] The Road to Hel: A Stu­dy of the Con­cep­tion of the Dead in Old Nor­se Li­te­ra­tu­re, Cam­brid­ge Uni­ver­si­ty Press, 1943, repr. New York: Gre­en­wo­od, 1968
  27. Wers 16 — dísir su­ðrænar.
  28. Jan de Vries, Alt­ger­ma­ni­sche Re­li­gions­ge­schich­te, de Gruy­ter, 1957
  29. Mię­dzy in­ny­mi: Fol­ke Ström, Di­ser, nor­nor, val­kyr­jor: Frukt­ber­het­skult och sa­kralt kun­ga­döme i Nor­den, 1954; Brit­t-Ma­ri Näs­ström, Frey­ja: The Gre­at God­dess of the North 1995; Ala­ric Hall, The Me­anings of Elf, and Elves, in Me­die­val En­gland 2004.
  30. Tho­mas Ca­lvin, An An­tho­lo­gy of Ger­man Li­te­ra­tu­re’’ D. C. He­ath & co. ASIN: B0008BT­K3E­,B00089R­S3K. P5.
  31. Skáld­ska­par­mál w tlu­ma­cze­niu Ar­thu­ra Gil­christ Bro­deu­ra (1916) na htt­p://nor­thvegr.org
  32. htt­p://en.wi­ki­pe­dia­.or­g/wi­ki­/Run­da­ta
  33. Ha­mði­smál na htt­p://nor­thvegr.org
  34. Moja trans­for­ma­cja tłu­ma­cze­nia Apo­lo­nii Za­łu­skie­j– Ström­berg – cel: przy­bli­że­nie do ory­gi­na­łu kosz­tem war­to­ści li­te­rac­kiej.
  35. Grím­ni­smál na htt­p://nor­thvegr.org
  36. Re­gin­smál na htt­p://nor­thvegr.org


wraca

0 razy skomentowano



piątek, 20 września 2013

Klątwa Busli – Buslubæn

0 razy skomentowano

Na prze­strze­ni dzie­jów głę­bo­ko wie­rzo­no w po­tę­gę, ja­ką nio­są z so­bą sło­wa, uży­wa­ne w mo­dli­twie, bło­go­sła­wień­stwie czy prze­kleń­stwie. I we wszyst­kich cza­sach i do­bre ży­cze­nia, i klą­twy ubie­ra­no w pew­ne for­my ry­micz­no­-me­trycz­ne, co mia­ło wzmoc­nić samo wra­że­nie wy­war­te przez ich wy­po­wie­dze­nie i nadać siłę prze­ka­zy­wa­nemu sło­wa­mi prze­sła­niu. Sama treść i ryt­micz­na for­ma by­ły po­tę­go­wa­ne przez sto­so­wa­nie w za­klę­ciach po­wtó­rzeń, uży­cie kon­kret­nych sym­bo­li i ken­nin­gów, a tak­że za­sto­so­wa­nie „w­łącz­ni­ków” dzia­ła­nia (ty­pu „je­że­li => to” i po­dob­nych), któ­re ich re­ali­za­cję mo­gły prze­no­sić w cza­sie i prze­strze­ni na spo­rą od­le­głość od miej­sca, w któ­rym zo­sta­ły rzu­co­ne. Do­dat­ko­wej mocy przy­da­wa­ło im wy­po­wie­dze­nie w kon­kret­ny spo­sób, w kon­kret­nej po­rze dnia, a na­wet roku. Ce­lo­wi wzmoc­nie­nia za­klęć na ger­mań­skiej Pół­no­cy słu­ży­ły tak­że za­pi­sy ru­nicz­ne, któ­re mia­ły za­pew­nić dzia­ła­nie da­nej for­mu­le ma­gicz­nej tak­że wte­dy, gdy­by za­wio­dła for­ma re­cy­to­wa­na lub śpie­wa­na.

volvaWie­le przy­kła­dów for­muł le­czą­cych i obron­nych mo­że­my zna­leźć w li­te­ra­tu­rze sta­ro­wy­so­ko­nie­miec­kiej i an­glo­sak­soń­skiej — część z nich, jak choć­by Za­klę­cia Mer­se­bur­skie — wpi­sa­ła się w hi­sto­rię li­te­ra­tu­ry i za­ję­ła w niej zna­czą­ce miej­sce. Ale po do­wo­dy na sto­so­wa­nie ma­gii ofen­syw­nej na­le­ży się­gnąć do pi­śmien­nic­twa sta­ronr­dyj­skie­go. Po­ema­ty ed­da­icz­ne wspo­mi­na­ją o każ­dym ro­dza­ju ma­gii. Przy­kła­dy za­klęć ofen­syw­nych znaj­dzie­my w „kla­sycz­nych” klą­twach Skír­ni­ra i Si­grún, krót­sze w Lo­ka­sen­na (Kłót­ni Lo­kie­go), Fiól­svin­n­smól (Pie­śni o Fjól­swin­nie) i Atla­mól (Pie­śni o Atlim). Jed­nak dzie­łem cał­ko­wi­cie po­świę­co­nym zło­rze­cze­niu, a jed­no­cze­śnie praw­do­po­dob­nie da­ją­cym naj­lep­szy ob­raz tego, w jaki spo­sób przod­ko­wie je kon­stru­owa­li, jest Klą­twa Bu­sli —Bu­slu­bæn z Sagi o Bo­sim i Her­rau­dzie(Bó­sa saga og Her­rau­ðs), ro­man­tycz­nej sagi na­le­żą­cej do ga­tun­ku For­nal­dar Sa­gas czy­li opo­wie­ści le­gen­dar­nych i po­cho­dzą­cej z XIII wie­ku. Klą­twa jako taka nie musi być wie­le star­sza niż zapis sagi, za­rów­no jej ryt­mi­ka, jak i słow­nic­two nie wska­zu­ją na po­cho­dze­nie o wie­le daw­niej­sze. God­na uwa­gi jest jed­nak ostat­nia stro­fa, za­wie­ra­ją­ca naj­czyst­szą ma­gię — i tak, jak wcze­śniej­sze za­wie­ra­ją kon­kret­ne wa­run­ki, od któ­rych za­leż­na jest sku­tecz­ność rzu­co­ne­go cza­ru, ona sama jest przy­bi­ciem go i upra­wo­moc­nie­niem, poprzez zadanie zagadki, która — nierozwiązana w oczekiwany przez przeklinającą sposób, uruchomi spełnienie całego złorzeczenia.

Saga opo­wia­da o przy­go­dach ty­tu­ło­wych bo­ha­te­rów — Bo­sie­go i Her­rau­ða. Rzecz ma się w Szwe­cji. Her­rau­ð jest młod­szym sy­nem kró­la Hrin­ga, Bosi jego przy­ja­cie­lem, z któ­rym ra­zem wzra­stał i to­wa­rzy­szem bro­ni, od­po­wie­dzial­nym za śmierć star­sze­go kró­lew­skie­go syna. Po­nie­waż Her­rau­ð wy­stę­pu­je w obro­nie przy­ja­cie­la, król Hring ska­zu­je obu bo­ha­te­rów na śmierć. I do eg­ze­ku­cji za­pew­ne do­szło­by, gdy­by nie in­ter­wen­cja przy­bra­nej mat­ki Bo­sie­go, Bu­sli, wiedź­my do­świad­czo­nej w ma­gii, któ­ra po­ja­wia się no­cą w kom­na­cie śpią­ce­go kró­la i gal­dru­jąc roz­po­czy­na tę klą­twę, zwa­ną od­tąd jako klą­twa Bu­sli. Sta­ła się ona po­wszech­nie zna­na. Jest w niej wie­le zwro­tów złych dla chrze­ści­jan, któ­re nie po­win­ny po­ja­wiać się w ich ustach. A oto jej po­czą­tek:

1. Spo­czy­wasz tu Hrin­gu, kró­lu Go­tów [1],
naj­bar­dziej za­wzię­ty wśród lu­dzi,
któ­ry chcesz syna swe­go ran­kiem za­mor­do­wać,
a czyn ten plu­ga­wy sze­ro­ko się roz­nie­sie.

2. Usłysz pieśń Bu­sli [2] — szyb­ko w peł­ni za­brzmi
i świat ca­ły sły­szeć o niej bę­dzie,
groź­na dla wszyst­kich, któ­rzy ją usły­szą,
a po­wa­la­ją­ca tego, któ­ry nią prze­klę­ty.

3. Niech zja­wy prze­pad­ną i cuda się sta­ną,
niech kli­fy za­tań­czą i świat się za­trzę­sie;

niech po­go­da zmar­nie­je, nie­szczę­ścia na­dej­dą
gdy ty, kró­lu Hrin­gu nie wy­ba­czysz Her­rau­ðo­wi
i Bo­sie­go nie pu­ścisz wol­ne­go.

4. Ina­czej tak pierś twą za­cza­ru­ję [3],
że złe żmi­je jeść bę­dą twe ser­ce,
uszy twe od­tąd sły­szeć prze­sta­ną,
a twe wi­dzą­ce oczy opusz­czą oczo­do­ły

— je­śli Bo­sie­go twe cio­sy do­się­gną
i nie­na­wi­dzić bę­dziesz Her­rau­ða.

5. Gdy bę­dziesz że­glo­wał, niech liny się ze­rwą,
gdy bę­dziesz ste­ro­wał, niech wio­sła się ła­mią [4],
niech ża­gle się po­rwą i osu­ną w dół,
a wszyst­kie liny na puch się roz­sy­pią,
je­śli nie­na­wi­dzić bę­dziesz Her­rau­ða,
a Bo­sie­go do­się­gną twe cio­sy.

6. Niech lej­ce się splą­czą, gdy kon­no po­je­dziesz,
niech ko­nie twe pad­ną, nie­chaj oku­le­ją [5],
niech dro­gi wszyst­kie i kon­ne szla­ki,
za­bio­rą cię ta­m, gdzie trol­le plą­czą ścież­ki,

je­śli Bo­sie­go twe cio­sy do­się­gną
i nie­na­wi­dzić bę­dziesz Her­rau­ða
.

7. Niech ło­że twe bę­dzie jak sia­no pło­ną­ce,
a sie­dzi­sko two­je jak fale na mo­rzu;
naj­gor­sza ża­łość jed­nak do­pie­ro przed to­bą:
je­śli z dziew­czy­ną mę­skich uciech ze­chcesz za­żyć,
za­gub się wte­dy po dro­dze [6]: chcesz wię­cej usły­szeć?

Król pró­bu­je uci­szyć Bu­slę i wstać, lecz nie mo­że się ­po­ru­szyć ani obu­dzić sług. Wciąż nie chce się pod­dać, toteż wiedź­ma śpie­wa da­lej:

8. Niech trol­le i elfy i wiedź­my kłam­li­we,
niech kar­ły i ol­brzy­my spa­lą two­je hal­le,
niech Thur­sy cię nie­na­wi­dzą i ko­nie cię krzyw­dzą [7],
niech sia­no cię kłu­je [8] i sztor­my ogłu­szą;
ża­ło­ści bę­dziesz go­dzien lecz wola ma się speł­ni!

Król go­tów jest wy­ba­czyć swe­mu sy­no­wi, lecz Bo­sie­go chce uka­rać ba­ni­cją. Za­tem Bu­sla za­czy­na śpie­wać stro­fę zwa­ną Syr­pu­vers (stro­fa Syr­py), za­wie­ra­ją­cą w so­bie naj­sil­niej­szą moc ma­gicz­ną, za­tem nie wol­no jej śpie­wać po zmro­ku:

9. Niech sze­ściu przy­bę­dzie, a ty ich masz na­zwać;
wszyst­kich nie­zwią­za­nych zo­ba­czysz,
je­śli nie od­gad­niesz, jak mnie za­do­wo­li,
niech zgłod­nia­łe psy roz­szar­pią cię na strzę­py,
a du­sza two­ja za­to­nie w ogniu pie­kieł [9] !


buslubaen

Widoczny wyżej ciąg 36 zna­ków ru­nicz­nych, zamykający tekst klątwy, po­ja­wia się tak­że w podobnych formach na ka­mie­niach ru­nicz­nych jako swe­go ro­dza­ju za­szy­fro­wa­ne za­bez­pie­cze­nie, a tłu­ma­czy się je jako ri­stil, æi­still, þi­still, ki­still, mi­still,vi­still — le­miesz, ją­dro, ostro­żeń, oset, je­mio­ła i skrzyn­ka­; ki­still, mi­still i vi­still po­ja­wia­ją się tak­że w po­dob­nie za­szy­fro­wa­nej for­mie na ka­mie­niu ru­nicz­nym z Led­berg, jednym z kamieni z Gør­lev i w nor­we­skich śre­dnio­wiecz­nych in­skryp­cjach. Uwa­ża się, że za­koń­cze­nie in­skryp­cji w taki spo­sób jest jej wzmoc­nie­niem, nada­niem jej mocy ma­gicz­nej, jed­no­cze­śnie mogąc sta­no­wić bar­dzo sil­ne prze­kleń­stwo, samo w so­bie. W wypadku klątwy Busli, jest to zagadka zawarta w Syr­pu­vers — jej nierozwiązanie przez obłożonego klątwą króla ma spowodować realizację wszystkich wyszczególnionych wcześniej złorzeczeń. Sześciu, których przybędzie, a których król ma nazwać, to sześć słów, stanowiących swego rodzaju pieczęć klątwy — tekst sagi wskazuje wyraźnie, że prawidłowo odgadnięte i prawidłowo nazwane, mogą przed uruchomieniem zaklęcia uchronić, jednak ich nieodgadnięcie przypieczętuje jego spełnienie.

Wobec ostatniej strofy król jednak poddaje się, uwalnia obu bohaterów sagi, zatem klątwa ostatecznie nie zostaje rzucona.

Źró­dła:



Przy­pi­sy:

  1. Hring był królem wschodniej Gotlandii – Östergötland – historycznej prowincji w poludniowej Szwecji, w staroangielskiej literaturze znanej także pod zlatynizowaną nazwą Ostrogothia, polożonej nad Bałtykiem, na północny zachód od wyspy Gotlandia.
  2. W ory­gi­na­le mowa jest o mo­dli­twie, jed­nak in­kan­ta­cja zde­cy­do­wa­nie ro­zu­mia­na jest jako klą­twa.
  3. Tłu­ma­cze­nie (an­giel­skie — a na nim przede wszyst­kim opie­ra­łam się w swo­im prze­kła­dzie) tego wer­su jest wąt­pli­we.
  4. Nor­mań­skie okrę­ty nie by­ły ste­ro­wa­ne przy uży­ciu ste­ru, ale wio­seł uży­wa­nych po stro­nie ster­bur­ty, mo­co­wa­nych spe­cjal­nym oli­no­wa­niem.
  5. Do­kład­nie: osłab­ną.
  6. Do­ty­czy utra­ty po­ten­cji.
  7. Dość bru­tal­ny ken­ning wią­za­ny z so­do­mią.
  8. Ken­ning ozna­cza­ją­cy sprzy­się­że­nie wszyst­kie­go prze­ciw jed­ne­mu.
  9. Ostat­ni wers do­wo­dzi, że sama klą­twa nie jest praw­do­po­dob­nie star­sza niż czas spi­sa­nia sagi, jest wy­raź­nie schry­stia­ni­zo­wa­na, co jed­nak nie od­bie­ra sa­me­mu spi­sa­ne­mu za­klę­ciu war­to­ści jako sche­ma­towi kon­stru­owa­nia tego ro­dza­ju prze­kleństw.


środa, 28 sierpnia 2013

Zaklęcia merseburskie

0 razy skomentowano

Za­klę­cia Mer­se­bur­skie to dwie za­pi­sa­ne w dia­lek­cie fran­koń­skim ję­zy­ka sta­ro­wy­so­ko­nie­miec­kie­go in­kan­ta­cje, czy też za­mó­wie­nia albo po pro­stu cza­ry. Są je­dy­ny­mi, za to bar­dzo do­bit­ny­mi, za­cho­wa­ny­mi w tym ję­zy­ku świa­dec­twa­mi kul­tu­ry przed­chrze­ści­jań­skiej. Od­krył je w 1841 r. w teo­lo­gicz­nym ma­nu­skryp­cie z Ful­dy, spi­sa­nym w IX lub X wie­ku, Georg Wa­itz. Sam ma­nu­skrypt (Co­dex 136 f. 85a) był prze­cho­wy­wa­ny w bi­blio­te­ce ka­pi­tu­ły ka­te­dral­nej w Mer­se­bur­gu — i od na­zwy tej miej­sco­wo­ści po­cho­dzi na­zwa tych za­pi­sów. Za­klę­cia zy­ska­ły po­pu­lar­ność w na­szych cza­sach dzię­ki uwa­dze, któ­rą po­świę­ci­li im bra­cia Grimm, opi­su­jąc je w opu­bli­ko­wa­nym w 1842 r. ar­ty­ku­le: O dwu nowo od­kry­tych po­ema­tach z ger­mań­skie­go okre­su he­ro­icz­ne­go.

Ma­nu­skrypt z za­klę­cia­mi moż­na by­ło oglą­dać do li­sto­pa­da 2004 r. na wy­sta­wie w mer­se­bur­skiej ka­te­drze, za­ty­tu­ło­wa­nej „Mię­dzy ka­te­drą a świa­tem — 1000 lat hi­sto­rii fary w Mer­se­bur­gu”; po­przed­nio były wy­sta­wio­ne na wi­dok pu­blicz­ny w 1939 r.

 

Pierw­sze Za­klę­cie Mer­se­bur­skie

Pierw­sze za­klę­cie bywa okre­śla­ne jako Löse­se­gen — bło­go­sła­wień­stwo uwol­nie­nia. Do­ty­czy wy­zwa­la­nia z wię­zów, z na­rzu­co­nych pęt i cu­dzej woli, a tak­że ochro­ny przed wro­giem. Od­wo­łu­je się do Idis (Dis) — żeń­skich du­chów opie­kuń­czych, wy­stę­pu­ją­cych i da­rzo­nych czcią na nie­mal wszyst­kich ob­sza­rach kul­tu­ry ger­mań­skiej. Jego pierw­szy wer­s praw­do­po­dob­nie na­wią­zu­je do po­wszech­nej w ger­mań­skiej ma­gii prak­ty­ki me­dy­ta­cyj­nej zwa­nej uti­se­tą. Mo­że być wy­ko­rzy­sta­ne jako wspar­cie w uwol­nie­niu się od wszel­kich nie­chcia­nych wię­zi i za­leż­no­ści. Nie­któ­rzy uwa­ża­ją, że jego ostat­ni wers (Uwol­nij się z wię­zów, uciek­nij od wro­ga) do­wo­dzi, że samo za­klę­cie jest ele­men­tem ma­gii bi­tew­nej, a śpie­wa­ją­ce je Idi­sy — wal­ki­ria­mi.


I zaklecie
Eiris sa­zun idi­siy,
sa­zun hera du­oder.
Suma hapt hep­ti­dun,
suma heri le­zi­dun,
Suma clu­bo­dun
umbi cu­onio­uuidi:
in­sprinc hapt­ban­dun,
inu­ar uigan­dun.
Kiedyś sie­dzia­ły idi­sy­,
sie­dzia­ły tu i tam.
Jed­ne mo­co­wa­ły wię­zy,
jed­ne za­trzy­my­wa­ły woj­sko,
Inne lu­zo­wa­ły
wię­zy na dziel­nym:
Uwol­nij się z wię­zów,
uciek­nij od wro­ga.

 

Dru­gie Za­klę­cie Mer­se­bur­skie

Główne po­sta­ci wy­stę­pu­ją­ce w tym za­klę­ciu są bez żad­nych wąt­pli­wo­ści iden­ty­fi­ko­wa­ne na pod­sta­wie kon­ty­nen­tal­nej mi­to­lo­gii ger­mań­skiej jako Uuôdan (Wo­dan) i jego małżonka Frîia (Fri­ja, Frigg). Pierw­sza część za­klę­cia, opi­so­wa opo­wia­da o wy­pra­wie do lasu, dru­ga, kon­kret­na mó­wi o tym, jak Wo­dan le­czy skrę­co­ną koń­ską no­gę — a przy tej czyn­no­ści czę­sto bywa przed­sta­wia­ny na brak­te­atach z okre­su mi­gra­cji. Po­zo­sta­łe wy­stę­pu­ją­ce w za­klę­ciu po­sta­ci to Phol (Baldr), Uol­la, czę­sto ko­ja­rzo­na z Ful­lą, po­mniej­szą bo­gi­nią i to­wa­rzysz­ką Frigg, Sun­na — uoso­bie­nie Słoń­ca i Sin­th­gunt, któ­rą trud­no zi­den­ty­fi­ko­wać z całą pewnością. Samo za­klę­cie jest uży­te do ule­cze­nia skrę­co­nej koń­skiej nogi, za­sto­so­wa­ne w od­po­wied­ni spo­sób mo­że jed­nak słu­żyć do wspo­ma­ga­nia le­cze­nia ran, zwich­nięć i zła­mań.

Drugie Zaklecie
Phol ende uuodan uuorun zi hol­za.
du uuart demo bal­de­res
uolon sin uuoz bi­ren­kit.
thu bi­gu­ol en sin­th­gunt,
sun­na era su­ister;
thu bi­gu­ol en friia,
uol­la era su­ister;
thu bi­gu­ol en uuodan,
so he uuola con­da:
sose ben­ren­ki,
sose blu­otren­ki,
sose li­di­ren­ki:
ben zi bena,
blu­ot zi blu­oda,
lid zi ge­li­den,
sose ge­li­mi­da sin.
Phol i Odyn wje­cha­li do la­sów,
tam źre­bak Bal­dra
skrę­cił no­gę.
Za­cza­ro­wa­ła ją Sin­th­gunt,
i jej sio­stra Sun­na.
Za­cza­ro­wa­ła ją Frija,
i jej sio­stra Uol­la.
Za­cza­ro­wał ją Wo­dan,
gdyż do­brze wie­dział jak:
Je­śli kość zwich­nię­ta,
Je­śli krew zwich­nię­ta,
Je­śli koń­czy­na skrę­co­na:
Kość do ko­ści,
Krew do krwi
koń­czy­na do koń­czy­ny,
tak jak­by skle­jo­ne by­ły.

Śla­dy w nor­we­skim folk­lo­rze

W XIX i XX wie­ku w Nor­we­gii za­no­to­wa­no dwa nie­zwy­kle po­dob­ne za­klę­cia, bę­dą­ce prze­trwa­łym w miej­sco­wym folk­lo­rze śla­dem ar­cha­icz­nych prak­tyk za­pi­sa­nych w Za­klę­ciach Mer­se­bur­skich. XI­X-wiecz­na in­kan­ta­cja od­wo­łu­je się bez­po­śred­nio do Je­zu­sa, XX-wiecz­na do XI­-wiecz­ne­go nor­we­skie­go kró­la, świę­te­go Ola­fa Tryg­gve­so­na, chry­stia­ni­za­to­ra Nor­we­gii.

Za­klę­cie XI­X-wiecz­ne

Za­klę­cie XX-wiecz­ne

Sam Je­zus je­chał wrzo­so­wi­skiem,
A jak je­chał, jego koń zła­mał kość
Je­zus zsiadł i wy­le­czył to
Je­zus zło­żył szpik do szpi­ku,
Kość do ko­ści, cia­ło do cia­ła.
Po­tem Je­zus zło­żył liść,
By zo­sta­ły już na miej­scu.
Świę­ty Olaf je­chał
po zie­lo­nym le­sie
i zła­mał nó­żeń­kę swo­je­go ko­ni­ka.
Kość do ko­ści,
cia­ło do cia­ła,
skó­ra do skó­ry
W imię Bo­że. Amen.

Obec­ność obu za­klęć w ma­gii lu­do­wej świad­czy o ich mocy i sku­tecz­no­ści. I choć dzia­ła­ją­ce po­sta­ci zo­sta­ły ochrzczo­ne, jed­nak obie za­pi­sa­ne in­kan­ta­cje świad­czą o tym, jak bardzo dzie­dzic­two przod­ków jest ży­we w dzia­ła­niach i świa­do­mo­ści po­tom­ków.

czwartek, 1 sierpnia 2013

prywatny punkt widzenia
na pewną „pogańską” deklarację programową

27 razy skomentowano

Poja­wi­ła się dzi­siaj nowa, po osiem­na­stu la­tach uwspół­cze­śnio­na, pu­bli­ka­cja de­kla­ra­cji pro­gra­mo­wej jed­ne­go z wio­dą­cych pol­skich po­gań­skich związ­ków wy­zna­nio­wych. Cho­ciaż po za­po­zna­niu się z jej tre­ścią, któ­rą po­ni­żej z po­li­te­istycz­ne­go punk­tu wi­dze­nia spró­bu­ję skry­ty­ko­wać, wy­pa­da­ło­by ra­czej użyć sło­wa „po­gań­ski” w cu­dzy­sło­wie. Bo w grun­cie rze­czy wy­glą­da to na zle­pek idei gno­styc­ko­-po­st­chrze­ści­jań­sko­-te­ozo­ficz­no­-e­zo­te­rycz­nych, ubra­nych tyl­ko, że­by by­ło ład­niej i prze­ma­wia­ło do emo­cji nie­któ­rych lu­dzi, w zgrabną, lnia­ną su­kien­kę ze sło­wiań­skim haf­ci­kiem przy man­kie­tach. Tym­cza­sem ko­men­tarz szyb­ki i krót­ki, zwra­ca­ją­cy uwa­gę na to co naj­bar­dziej za­ku­ło moje po­li­te­istycz­ne wnę­trze. Mo­że kie­dyś go roz­sze­rzę, się­ga­jąc do źródeł re­li­gio­znaw­czych i kul­tu­ro­znaw­czych. Tym­cza­sem dam tyl­ko wy­raz wła­snej opi­nii, na licz­nych w róż­nych okre­sach przy­swa­ja­nych źró­dłach opar­tej, ale bez kon­kret­nych od­no­śni­ków.

Za­czy­na­my:

[…] re­pre­zen­tu­je wy­zna­nie he­no­te­istycz­ne (bę­dą­ce for­mą po­li­te­izmu), sil­nie na­ce­cho­wa­ne pan­te­izmem. Opie­ra się ono na prze­ko­na­niu o ist­nie­niu Boga Naj­wyż­sze­go, sta­no­wią­ce­go ab­so­lut, utoż­sa­mia­ne­go z na­tu­rą i ota­cza­ją­cym nas wszech­świa­tem (czy ra­czej w związ­ku z ewo­lu­cją tego ostat­nie­go ter­mi­nu – z wiecz­nym, nie­skoń­czo­nym i nie­ogra­ni­czo­nym me­taw­szech­świa­tem. Prze­ja­wa­mi Jego po­szcze­gól­nych aspek­tów (ko­lej­ny­mi wcie­le­nia­mi lub osob­ny­mi two­ra­mi bo­ski­mi) są inni, po­mniej­si bo­go­wie oraz licz­ne isto­ty du­cho­we Mu pod­le­głe.
Czy­li ge­ne­ral­nie „w­szy­scy bo­go­wie są jed­nym bo­giem”? A je­śli na nie­go się nie skła­da­ją i nie są tyl­ko jego wy­od­ręb­nio­ny­mi prze­ja­wa­mi, to mu pod­le­ga­ją? Wszy­scy, bez wy­jąt­ku? Ban­tu, az­tec­cy, in­ka­scy, cel­tyc­cy, greccy, egipscy, aborygeńscy, ger­mań­scy, a na­wet sam ju­de­ochrze­ści­jań­ski? Czy jest to mo­że isto­ta z nim toż­sa­ma, tyl­ko ina­czej na­zy­wa­na? Bo ta „naj­wyż­szość” wspominanego tu „Bo­ga Naj­wyż­sze­go” ja­koś dziw­nie zna­jo­mo i bli­skow­schod­nio mi pach­nie.
Bio­rąc pod uwa­gę, iż róż­ni lu­dzie na róż­ne spo­so­by (we­dle wro­dzo­nych lub na­by­tych pre­dys­po­zy­cji, w tym tak­że wy­ni­ka­ją­cych z uwa­run­ko­wań kul­tu­ro­wych…
W tych „uwa­run­ko­wa­niach kul­tu­ro­wych” wi­dzę już furt­kę dla chrze­ści­jan nie chcą­cych na­zy­wać się chrze­ści­ja­na­mi, ezo­chrze­ści­jan i wszel­kich osób zmie­nia­ją­cych je­dy­nie „skór­kę w wi­nam­pie”, a po­zo­sta­ją­cych przy wdru­ko­wa­nej im chrze­ści­jań­skiej wi­zji świa­ta, uży­wa­ją­cych tyl­ko do jej opi­su in­nych okre­śleń. Nie­zdol­nych do szer­sze­go spoj­rze­nia czy wy­rwa­nia się poza wro­sły w przy­zwy­cza­je­nie sche­mat.

…mo­gą sta­rać się zbli­żyć do Boga Naj­wyż­sze­go. Przyj­mu­je­my, że naj­bliż­szym i naj­wła­ściw­szym dla Sło­wian Jego imie­niem jest Świę­to­wit (przy czym nie wy­klu­cza­my że dla czę­ści ro­dzi­mo­wier­ców sło­wiań­skich rów­nie wła­ści­we mo­gą być tu po­zo­sta­łe imio­na ze szczy­tu pan­te­onu bóstw sło­wiań­skich, szcze­gól­nie ta­kie jak Pe­run lub Swa­róg).
Z tego frag­men­tu wy­zie­ra z ko­lei kom­plet­ne nie­zro­zu­mie­nie po­gań­skiej, in­do­eu­ro­pej­skiej re­li­gij­no­ści, prze­sia­nie jej przez bli­skow­schod­nie lub co gor­sza wręcz ezo­te­rycz­ne sito „ab­so­lu­ty­zmu” czy też „ab­so­lu­to­wa­to­ści”. I do­dat­ko­wo brak sza­cun­ku dla bo­gów, z któ­ry­mi się gada, sko­ro od­ma­wia się im od­ręb­nych oso­bo­wo­ści, po­są­dza­jąc o by­cie ema­na­cją jed­nej nie­oso­bo­wej oso­by, nie­waż­ne w do­dat­ku, ja­kim imie­niem zwa­nej. Przy czym za­sta­na­wiam się, czy uogól­nie­nie czy­nią­ce z przed­chrze­ści­jań­skich Sło­wian wy­znaw­ców nie­po­ję­te­go i naj­wyż­sze­go ab­so­lu­tu wy­ni­ka z nie­wie­dzy, nie­zna­jo­mo­ści re­li­gio­znaw­czych źró­deł, czy też ze świa­do­me­go ich na­gi­na­nia w nie­zna­nym mi bli­zej celu. Ja ro­zu­miem, że ab­so­lu­to­wi (pod wa­run­kiem, że ta­ko­wy w ogó­le ist­nie­je) wszyst­ko jed­no, ja­kim imie­niem kto­kol­wiek bę­dzie go na­zy­wał, ale po­dej­rze­wam, że Swa­ro­go­wi, Pe­ru­no­wi, czy Mo­ko­szy, je­śli w ja­ki­kol­wiek spo­sób są po­dob­ni do in­nych zna­nych mi bo­gów już tak bar­dzo wszyst­ko jed­no nie jest. Poza tym „sz­czyt pan­te­onu”? Kto go, kiedy i dla ja­kie­go ple­mie­nia usta­lił? Skoro nawet poszczególne tożsamości są obiektem deliberacji, czy przypadkiem choćby od Bałtów w czasie wędrówki ludów nie zostały zapożyczone?

Te­raz za­czy­na­ją się cie­kaw­sze cie­ka­wost­ki:
Nasi sło­wiań­scy przod­ko­wie byli czci­cie­la­mi Boga Naj­wyż­sze­go, któ­re­mu na swój spo­sób cześć od­da­wa­na jest w sys­te­mach wy­zna­nio­wych roż­nych kul­tur, oraz któ­re­go roż­nie na­zy­wa­no w ję­zy­kach róż­nych na­ro­dów. Nie imię bo­wiem (sz­cze­gól­nie to ufor­mo­wa­ne przez – i funk­cjo­nu­ją­ce po­wszech­nie wśród – lu­dzi) jest tak na­praw­dę naj­waż­niej­sze, lecz sam spo­sób ob­ra­ny aby do te­goż ab­so­lu­tu – Boga Naj­wyż­sze­go – się zbli­żyć.
W ten spo­sób do­cho­dzi tu jesz­cze gno­za, ro­zu­mia­na jako oso­bi­ste po­szu­ki­wa­nie kon­tak­tu z bó­stwem, ab­so­lut­nym i nad­rzęd­nym. A przynajmniej próba zbliżenia się do niego, w domyśle z góry skazana na niepowodzenie. I wy­ła­nia nam się tar­get ta­kiej de­kla­ra­cji pro­gra­mo­wej. Czy­li lu­dzie nie­bę­dą­cy w sta­nie zmie­nić swo­je­go po­strze­ga­nia bo­sko­ści, a po­przez nie­zgo­dę na za­sta­ne struk­tu­ry ko­niecz­nie chcą­cy ubrać owo ab­so­lut­ne i nad­rzęd­ne wo­bec wszyst­kie­go co ist­nie­je bó­stwo w in­ną su­kien­kę. Ha­fto­wa­ną w od­wo­ła­niu do ko­rze­ni kul­tu­ro­wych, któ­re przyj­mu­ją za wspól­ne, ale bez na­wią­za­nia do do­stęp­nych (acz­kol­wiek z po­wo­du bra­ku pi­sa­nych źró­deł – co oczy­wi­ste – nie­licz­nych) wy­ni­ków ba­dań nad tymi ko­rze­nia­mi. Chcia­ła­bym też za­po­znać się z twar­dy­mi do­wo­da­mi re­li­gio­znaw­czy­mi na to że róż­ne ludy, zwłasz­cza te z in­do­eu­ro­pej­skie­go krę­gu kul­tu­ro­we­go, rze­czy­wi­ście tego sa­me­go „Bo­ga Naj­wyż­sze­go” pod róż­ny­mi imio­na­mi czci­ły. Bo o ile wiem, nawet chrześcijański Snorri niczego podobnego nie sugerował, skłonny raczej uznać bogów za ubóstwionych przez potomnych, konkretnych i realnych ludzi. Nie­ste­ty, w przy­pi­sach do oma­wia­ne­go tek­stu, od­wo­łań do żad­nych tego ro­dza­ju ba­dań nie ma. Uberbóg wśród indoeuropejczyków był nieznany, należałoby chyba zastanowić się nad źródłem, z którego został w rodzimowierczy system przeszczepiony. A to źródło wydaje się być oczywiste.

Czy­taj­my da­lej:
Bóg Naj­wyż­szy, nie­za­leż­nie od mia­na, pod ja­kim bę­dzie czczo­ny, za­wsze po­zo­sta­nie bo­wiem naj­wyż­szym, a jego rze­czy­wi­ste, praw­dzi­we imię (o ile ta­ko­we w ogó­le po­sia­da), za­wsze po­zo­sta­nie poza ogra­ni­czo­ną ludz­ką per­cep­cją. Wie­rzy­my, iż w ta­kiej po­sta­ci (ja­ko wiecz­ny, nie­skoń­czo­ny i nie­ogra­ni­czo­ny ab­so­lut – w so­bie za­wie­ra­ją­cy wszel­kie ra­cje swe­go bytu), Bóg Naj­wyż­szy nie mo­że zo­stać w peł­ni opi­sa­ny po­wszech­nie uży­wa­ny­mi, su­biek­tyw­ny­mi, ludz­ki­mi kry­te­ria­mi, ta­ki­mi jak np. da­le­ce re­la­tyw­ne po­ję­cia do­bra i zła.
No, pierw­sza rzecz w oma­wia­nym tek­ście, z któ­rą je­stem w sta­nie się zgo­dzić. Re­la­tyw­ność po­jęć do­bra i zła. Resz­ta wska­zu­je już na agno­sty­cyzm, co przy dą­że­niu do gno­zy jest dość za­baw­ną po­sta­wą. Przy czym ta wiecz­ność, nie­skoń­czo­ność i nie­ogra­ni­czo­ność na­wią­zu­je zbyt wy­raź­nie za­rów­no do wi­zji ju­de­ochrze­ści­jań­skiej, jak i teo­zo­ficz­nej, a w koń­cu i tego, co z oby­dwie­ma zro­bił ezo­te­rycz­ny kom­plia­cjo­nizm. Zresz­tą, ma­sło za­wsze po­zo­sta­nie ma­śla­ne, jak wy­ni­ka z pierw­sze­go zdan­ia cy­ta­tu. Na­wet po­ję­cie naj­wyż­szo­ści tego „Bo­ga Naj­wyż­sze­go” nie zo­sta­ło w sa­tys­fak­cjo­nu­ją­cy spo­sób omó­wio­ne.
Jed­no­cze­śnie przyj­mu­je­my, iż tym kry­te­riom (choć w róż­nej ska­li) pod­le­gać mo­gą po­zo­sta­li po­mniej­si bo­go­wie i bo­gi­nie znaj­du­ją­cy się bli­żej po­szcze­gól­nych sfer ludz­kiej eg­zy­sten­cji (przy czym i tu ludz­ka, su­biek­tyw­na oce­na nie­ko­niecz­nie w peł­ni musi po­kry­wać się z rze­czy­wi­sto­ścią). Wie­rzy­my rów­nież, iż owe po­zo­sta­łe bó­stwa (bę­dą­ce nie­ja­ko uprosz­czo­ny­mi prze­ja­wa­mi Boga Naj­wyż­sze­go) spra­wu­ją pie­czę nad kon­kret­ny­mi aspek­ta­mi zwią­za­ny­mi z na­tu­rą (z któ­ry­mi czę­sto są wręcz utoż­sa­mia­ne). Sta­no­wić one mo­gą za­rów­no po­szcze­gól­ne aspek­ty na­tu­ry lub po­przez te aspek­ty na­tu­ry mo­gą prze­ja­wiać swe ist­nie­nie. Tak po­li­te­istycz­nie poj­mo­wa­ne bó­stwa, po­strze­ga­ne wspól­nie (ca­ło­ścio­wo) rów­nież sta­no­wią ab­so­lut.
Gno­za, ale beż moż­li­wo­ści bez­po­śred­nie­go po­zna­nia jej obiek­tu. I obca lu­dom in­do­eu­ro­pej­skim nie­po­ję­tość (namacalnego przecież, bliskiego i bardzo w swojej naturze ludzkiego) bó­stwa. Tudzież oczy­wi­sty na­cisk na wia­rę, któ­ry po­ja­wia się tam, gdzie bra­ku­je bez­po­śred­nie­go do­świad­cze­nia, do­zna­nia. Nie musi wie­rzyć w ja­kieś ce­chy do­wol­ne­go boga ten, kogo ów bóg choć raz do­tknął.

Chy­ba mamy tu zresz­tą do czy­nie­nia z nie­zro­zu­mie­niem po­ję­cia „po­li­te­izm”. Albo przyj­mu­je­my, że na ab­so­lut skła­da się wszy­sto, co ist­nie­je. W ta­kim ra­zie miej­sce in­nych bo­gów poza tym jed­nym, ab­so­lut­nym, w ta­kim sys­te­mie, czy też potrzeba zrobienia go dla nich, sta­je się dys­ku­syj­na, bo sko­ro i tak waż­na jest ich „ca­łość”, składa­ją­ca się na owe­go „Bo­ga Naj­wyż­sze­go”, to po co ich w ogó­le wy­szcze­gól­niać? Obiek­tem rze­czy­wi­ste­go kul­tu jest prze­cież i tak ten „naj­wyż­szy”, cza­sem tyl­ko po­przez jego po­szcze­gól­ne prze­ja­wy – to zu­peł­nie tak, jak ka­to­lic­ki ta­tuś, jego świę­ci i „w­szyst­kie na­sze mat­ki bo­skie” – ale te po­sta­cie (po­za oczy­wi­ście roz­bi­tą na dzie­siąt­ki awa­ta­rów „mat­ką bo­ską­”) ma­ją przy­naj­mniej od­ręb­ne oso­bo­wo­ści, na tego „Bo­ga Naj­wyż­sze­go” się nie­skła­da­ją­ce, ale ma­ją­ce sta­no­wić pro­wa­dzą­cy do nie­go wzór (po­mi­jam tu z oczy­wi­stych wzglę­dów re­li­gij­ność lu­do­wą, w któ­rej świę­ci by­wa­ją wią­za­ni z kon­kret­ny­mi sfe­rami ludz­kie­go ży­cia, zdrowia albo si­ła­mi na­tu­ry, co w ło­nie sa­me­go ka­to­li­cy­zmu czy pra­wo­sła­wia – wy­zna­nia pro­te­stanc­kie wszak kult świę­tych od­rzu­ca­ją – jest czymś na kształt he­re­zji. Stąd mo­że ko­niecz­ność przy­bra­nia ta­kiej wizj w su­kien­kę po­gań­stwa, któ­ra wca­le u pod­sta­wy po­gań­ska nie jest, w każdym razie bardziej przypomina pogaństwo małoazjatyckie lub dalekowschodnie niż dowolną religię przedchrześcijańskiej Europy).

Wi­dzę tu do­dat­ko­wo ja­kieś krzy­we i nie­uda­ne od­wo­ła­nie do Źró­dła albo za­sa­dy pier­wot­nej przy­czy­no­wo­ści, Ør­lǫg – na­zew­nic­two za­le­ży od przy­ję­tej per­spek­ty­wy, a kon­cep­cja wy­ni­ka z in­do­eu­ro­pej­skie­go pier­wot­ne­go jaja, z któ­re­go wszyst­ko po­cho­dzi i któ­re wszyst­ko w so­bie za­wie­ra. Pra­przy­czy­na i Pra­byt nie za­wie­ra w so­bie jed­nak żad­nych cech oso­bo­wych (lub za­wie­ra wszyst­kie ce­chy wszyst­kie­go, dodając obrazek obrazoburczy, cechy kupy, zgnilizny i rozkładu też), nie jest konkretną istotą ani po­sta­cią, nie mo­że być obiek­tem kul­tu, bo mia­ło­by to mniej wię­cej taki sens, jak­by mio­cyt albo ko­mór­ka wą­tro­by od­da­wa­ła cześć or­ga­ni­zmo­wi, na któ­ry się skła­da i wie­rzy­ła w jego ist­nie­nie – po­trze­bo­wa­ła ta­kiej wia­ry i nie mo­gła się bez niej w swo­im ist­nie­niu obejść. Za­tem ewentualnie można się tu dopatrzeć chromającego od­wo­ła­nia do Pra­za­sa­dy bez zro­zu­mie­nia czym ona w isto­cie jest i nada­wa­nia jej na si­łę cech oso­bo­wych połączonego z od­da­wa­niem czci.
W związ­ku z po­wyż­szym do […] na­le­żeć mo­że każ­dy ro­dzi­mo­wier­ca sło­wiań­ski, nie­za­leż­nie od tego, czy w jego po­glą­dach wy­zna­nio­wych do­mi­nu­ją ce­chy po­li­te­izmu czy pan­te­izmu. Nie­za­leż­nie od tego, czy przyj­mu­je ta­ką czy in­ną kon­cep­cję ab­so­lu­tu oraz nie­za­leż­nie od ob­ra­ne­go przez sie­bie spo­so­bu zbli­że­nia się­do Nie­go, o ile uwa­ża sie­za kon­ty­nu­ato­ra wia­ry na­szych sło­wiań­skich przd­ków. Za­rów­no ci, któ­rzy za ab­so­lut przyj­mu­ją Boga Naj­wyż­sze­go (he­no­te­izm, for­ma po­li­te­izmu), jak rów­nież ci, któ­rzy­ za ab­so­lut przyj­mu­ją su­mę bóstw (po­li­te­izm za­sad­ni­czy), lub też ci, któ­rzy za ab­so­lut przyj­mu­ją ca­ły ota­cza­ją­cy nas świat, na­tu­rę (pan­te­izm), a tak­że wszy­scy uzna­ją­cy za wła­ści­wą jed­no­cze­śnie wię­cej niż­ tyl­ko jed­ną z wy­mie­nio­nych wy­żej kon­cep­cji oraz wszy­scy pre­zen­tu­ją­cy wszyst­kie możli­we sta­ny po­śred­nie mię­dzy tymi kon­cep­cja­mi, o ile za­wie­rać się one bę­dą w za­ło­że­niach wy­zna­nio­wych związ­ku. In­ny­mi sło­wy, zwią­zek sta­ra się zrze­szać wszyst­kich tych, któ­rzy nie­za­leż­nie od ob­ra­ne­go przez sie­bie zbli­że­nia się ­do ab­so­lu­tu, czy­nią to w ra­mach kon­ty­nu­acji wia­ry na­szych sło­wiań­skich przod­ków.
Mamy za­tem wy­szcze­gól­nio­ne­go ad­re­sa­ta i sfor­mu­ło­wa­nia wska­zu­ją­ce na dą­że­nie do zwięk­sza­nia li­czeb­no­ści, choć na szczę­ście bez za­cię­cia mi­sjo­nar­skie­go. Jest tu jed­nak pe­wien ha­czyk. Wszyst­kie wy­żej wy­mie­nio­ne for­my re­li­gij­no­ści (o­prócz od­wo­ła­nia do przed­chrze­ści­jań­skich wie­rzeń sło­wiań­skich, choć obec­no­ścią tego „Bo­ga Naj­wyż­sze­go” w pe­wien spo­sób wy­pa­czo­nych) wy­ma­ga­ją wia­ry w ist­nie­nie ab­so­lu­tu. Aprio­rycz­ne­go za­ło­że­nia jego ist­nie­nia i uzna­nia za obiekt czci. I zgo­dy na fakt, że wszyst­kie po­dej­mo­wa­ne przez da­ną oso­bę dzia­ła­nia kul­to­we de fac­to do ta­kie­go wła­śnie dzi­wacz­ne­go two­ru się od­no­szą. Zasada jest jedna, odwołanie do absolutu jest założeniem podstawowym, koniecznym, niezbędnym i nie uznając jego istnienia do owego związku przynależeć nie można. Dla rze­czy­wi­ste­go po­li­te­izmu za­tem miej­sca tu nie ma ani tro­chę.

Pro­si się tu­taj wręcz o za­cy­to­wa­nie Jana Pa­ran­dow­skie­go – tak, tego od po­wszech­nie zna­nej „Mi­to­lo­gii Gre­ków i Rzy­mian”:
Chciał­bym kie­dyś prze­czy­tać stu­dium re­li­gii grec­kiej na­pi­sa­ne przez Ja­poń­czy­ka; przy­pusz­czam, że róż­ni­ło­by się ono znacz­nie od na­szych prac i mo­że by mia­ło więk­szą war­tość, o ile au­tor oparł­by się wpły­wo­wi na­uki eu­ro­pej­skiej. Co nas bo­wiem czy­ni w tym wy­pad­ku ułom­ny­mi, to wy­cho­wa­nie mo­no­te­istycz­ne; w grun­cie rze­czy nikt z nas nie ro­zu­mie po­gań­stwa i wszyst­kie na­sze ko­men­ta­rze są złud­nym po­kry­wa­niem nie­wie­dzy. Tyl­ko czło­wiek, dla któ­re­go świat był od dzie­ciń­stwa two­rem i sie­dzi­bą wie­lu bo­gów i któ­ry z ko­lei nie do­wie­rza po­glą­dom, aby mo­gło być ina­czej, jest zdol­ny od­czuć każ­dy po­li­te­izm, choć­by mu był zu­peł­nie obcy ra­są i epo­ką. Iluż to uczo­nych, któ­rych za­słu­gi dla mi­to­lo­gii grec­kiej do dziś wy­mie­nia się z po­dzi­wem, oka­zy­wa­ło po pro­stu ab­so­lut­ną bez­rad­ność! Spra­wia­ją wra­że­nie za­błą­ka­nych w le­sie, w któ­rym nie mo­gą od­na­leźć dro­gi, cho­ciaż wszyst­kie drze­wa zna­ją na pa­mięć z imie­nia, wzro­stu i wie­ku. Mo­no­te­izm od­bie­ra im wszel­ką orien­ta­cję i wie­lu koń­czy­ło na tym, że ukła­da­li swe hi­sto­rie bo­gów w sys­tem za­kon­spi­ro­wa­ne­go mo­no­te­izmu.

Nie przy­pad­kiem wy­mie­ni­łem Ja­poń­czy­ka […] Prze­ga­da­li­śmy wie­le go­dzin i to on wła­śnie, po­li­te­ista z uro­dze­nia i prze­ko­na­nia, na­trzą­sał się w ten spo­sób nad eu­ro­pej­skim re­li­gio­znaw­stwem.
Nie uwa­żam, że – jak pi­sze Pa­ran­dow­ski „Tyl­ko­…” itd. Jed­nak nie­wąt­pli­wie, aby zro­zu­mieć po­li­te­istycz­ne poj­mo­wa­nie świa­ta nie­zbęd­ny jest wy­si­łek in­te­lek­tu­al­ny, żeby nie powiedzieć duchowy, a w każdym razie na pewno poznawczy, na każdej płaszczyźnie istnienia, czę­sto wbrew wy­kształ­co­nym przez ca­łe ży­cie przy­zwy­cza­je­niom i we­wnętrz­ne­mu prze­ko­na­niu. Stąd bie­rze się i to, że nie­jed­no­krot­nie wśród po­gan na­stę­pu­je to, co na­zy­wa­li­śmy kie­dyś na fo­rum neo­po­gan wspomnianą i w niniejszym tekście „zmia­ną skór­ki w wi­nam­pie” – je­den bóg pącz­ku­je na pa­rę, kil­ku lub kil­ku­na­stu na­wet, czę­sto pod­da­nych róż­nie ro­zu­mia­ne­mu nad­rzęd­ne­mu pry­ma­to­wi, ale w su­mie spo­sób poj­mo­wa­nia świa­ta, ludz­kie­go w nim miej­sca i ludz­ko­-bo­skich re­la­cji po­zo­sta­je nie­zmie­nio­ny. Twór­com wy­żej we frag­men­tach cy­to­wa­nej de­kla­ra­cji pro­gra­mo­wej naj­wy­raź­niej o ten wy­siłek by­ło zbyt trud­no. Albo skie­ro­wa­li go na zu­peł­nie inne tory – próbę stwo­rze­nia pap­ki opar­tej na zna­nych pod­sta­wach, któ­ra nie wy­ma­ga­ła­by odej­ścia od wdru­ko­wan­ych przez mo­no­te­istycz­ne wy­cho­wa­nie przy­zwy­cza­jeń – na sprze­da­nie za­in­te­re­so­wa­nym cze­goś do­brze im zna­ne­go, tyl­ko w atrak­cyj­niej­szym dla nich opa­ko­wa­niu.

Przez ja­kiś czas ostat­nio na­zy­wa­łam sie­bie „ro­dzi­mo­wier­czy­nią ger­mań­ską”. Chcąc wska­zać na kon­ty­nen­tal­ną część wie­rzeń ger­mań­skich, na te­re­ny, na któ­rych naj­sil­niej prze­ni­ka­ły się one zresz­tą z wie­rze­nia­mi i prak­ty­ka­mi cel­tyc­ki­mi. Zde­cy­do­wa­nie jed­nak od sło­wa „ro­dzi­mo­wier­stwo”, je­śli ma być po­strze­ga­ne przez taki, jaki wy­ła­nia się z de­kla­ra­cji pro­gra­mo­wej zna­ne­go ro­dzi­mo­wier­cze­go związ­ku wy­zna­nio­we­go pry­zmat, ni­niej­szym się od­ci­nam. Je­stem po­li­te­ist­ką. Co wię­cej, na­trzą­sa­łam się z pew­nej re­li­gii, jak mó­wi­li­śmy o niej na nie­od­ża­ło­wa­nej pa­mię­ci neo­po­gan­stwo­.pl, za­kaź­nej przez in­ter­net, a bę­dą­cej ezo­okul­ty­stycz­nym two­rem z odwołaniem do praktyk przedchrześcijańskich, ale bardzo luźnym i kompilacyjnym. Zwią­zek opie­ra­ją­cy się na za­sa­dach ta­kich, jak te po­wy­żej przed­sta­wio­ne jest w ta­kim ra­zie dzi­wo­two­rem gno­styc­ko­-po­st­chrze­ści­jań­sko­-te­ozo­ficz­no­-e­zo­te­rycz­nym, a do wierzeń przedchrześcijańskich odwołuje się może w nieco mniej kompilacyjny sposób, jednak wprowadzając do nich element w nich z założenia nieobecny.

czwartek, 25 lipca 2013

Bayreuth

0 razy skomentowano

...czyli czas, gdy siedzi się ze słuchawkami na uszach, z nosem w i tak znanych na pamięć librettach i puchnie się od płaczu. Najzdrowszego, jaki może być, spowodowanego przeżyciem estetycznym tak silnym, że organizmowi trudno je znieść...


Przez najbliższe pięć dni popołudniami nie ma mnie. Dla nikogo. Poza Wagnerem.

wtorek, 9 lipca 2013

ufnośc i nieufność

0 razy skomentowano

Ludzie nieufni miewają pewną, szalenie irytującą ich samych cechę. Wynikającą być może z naturalnego dążenia do równowagi, wyrównania ich nieufności lub zasady ograniczonego zaufania, którą stosują wobec otaczającego ich świata. Otóż, zdarza im się zaufać komuś kompletnie i następuje to zwykle poza ich świadomą decyzją i świadomymi wyborami. Ufają wtedy naiwnie i bezwarunkowo, odporni na zawody i ponawiający ufność pomimo nich. Jednocześnie podświadomie wpasowują się w ramy przygotowane dla nich przez obiekt tego bezwarunkowego zaufania, podejmując gry, w których stają się pionkami, stają się niezwykle łatwymi obiektami manipulacji. I nawet jeśli tę manipulację zdarza im się świadomie podejrzewać, ufność trwa nadal, odporna na wszelkie argumenty i podejmowane w samoobronie działania.


sobota, 6 lipca 2013

sobotnie rozmowy okołoliterackie

0 razy skomentowano

  • 12:57 Rozmówca:
    A tematykę można banalnie odwrócić.
    I przy okazji zrobić fajne czytadło.
    Na przykład, jadąc ciągle z germańskim panteonem, mamy reborn pogańskiej wiary i jeden typ zostaje natchniony nawet przez Odyna (bo medialnie brzmi), żeby mścił się za chrystianizację.
    No i mamy np. 300 stron książki o typie który zabija bogu ducha winne (doceń grę słów) anioły. Bo tak.

  • 12:58 Rozmówczyni:
    Śmierdzi Vikernesem.
     
  • 12:59 Rozmówca:
    Vikernesem by śmierdziało, gdyby miał zabijać czarne anioły.

  • 12:59 Rozmówczyni:
    wtedy by śmierdziało Breivikiem.
     
  • 12:59 Rozmówca:
    Breivikiem to gdyby celował w anioły a trafiał w landvaettiry.


Wewnętrzny humor rodziny psychopatów, nie dla każdego zrozumiały. Ale dawno tak się nie uśmiałam.

poniedziałek, 1 lipca 2013

do posłuchania – jak tu nie lubić diabłów

0 razy skomentowano


I jak tu nie lubić diabłów... Szkoda tylko, że cieniutkie nagranie nie oddaje pełni głosu Terfela. Tylu Mefistofelesów już słyszałam, ale ten przebija wszystkich, z Giaurowem, choć głębszy w niższych rejestrach włącznie.  A ponieważ nasunęło mi się pewne skojarzenie, będzie z dedykacją.

sobota, 29 czerwca 2013

poematy runiczne – hrefnia próba tłumaczenia

6 razy skomentowano

Pomału, podchodząc do tego trochę jak pies do jeża, wzięłam się za tłumaczenie poematów runicznych. Tak na własne potrzeby. Choćby po to, żeby gdy zajdzie potrzeba nie szukać po sieci pojedynczych strof. Obłożyłam się słownikami i kilkunastu anglojęzycznymi tłumaczeniami (na szczęście dość zbieżnymi, jak wychodzi w praniu, więc przerażenie, że porwałam się z motyką na słońce – w związku z runicznymi skojarzeniami natychmiast zaczęłam podświadomie szukać futharkowego albo futhorcowego odniesienia do motyki – nieco złagodniało). Pierwotne założenie, żeby zachować aliteracyjny rytm i spróbować zrekonstruować rymy wzięło jednak od razu w łeb. To se ne da. Albo sens albo zachowanie formy, niestety brak w naszym języku wystarczającej liczby synonimów, żeby całość zrymować, nawet tworząc jakąś całkowicie wydumaną własną stopę rytmiczną. W związku z tym od jednego i drugiego tymczasem się powstrzymałam. Wygrał priorytet zachowania zgodności treści. Może kiedyś, kiedy najdzie mnie wena, zacznę po prostu bawić się słowami i formą i coś własnego na zadanym motywie stworzę. Tymczasem – poniżej – próba przetłumaczenia staronorweskiego poematu runicznego:

Fé vældr frænda róge;
føðesk ulfr í skóge.


Úr er af illu jarne;
opt løypr ræinn á hjarne.


Þurs vældr kvinna kvillu;
kátr værðr fár af illu.


Óss er flæstra færða
fǫr; en skalpr er sværða.


Ræið kveða rossom væsta;
Reginn sló sværðet bæzta.


Kaun er barna bǫlvan;
bǫl gørver nán fǫlvan.


Hagall er kaldastr korna;
Kristr skóp hæimenn forna.


Nauðr gerer næppa koste;
nøktan kælr í froste.


Ís kǫllum brú bræiða;
blindan þarf at læiða.


Ár er gumna góðe;
get ek at ǫrr var Fróðe.


Sól er landa ljóme;
lúti ek helgum dóme.


Týr er æinendr ása;
opt værðr smiðr blása.


Bjarkan er laufgrønstr líma;
Loki bar flærða tíma.


Maðr er moldar auki;
mikil er græip á hauki.


Lǫgr er, fællr ór fjalle foss;
en gull ero nosser.

Ýr er vetrgrønstr viða;
vænt er, er brennr, at sviða.
Bogactwo [bydło] źródłem niezgody wśród bliskich;
wilk żyje w lesie.


Żużel ze złej rudy żelaza się tworzy;
ren często biega po zmarzniętym śniegu.


Olbrzym [Thurs] sprawia kobietom udrękę;
w niepowodzeniu niewielu jest pogodnych.


Ujście [rzeki] początkiem większości podróży;
pochwa przynależy mieczowi.


Jazda najbardziej męczy konie;
Reginn wykuł najwspanialszy miecz.


Wrzód jest straszliwy dla dzieci;
śmierć sprawia, że ciało blednie.


Grad najzimniejszym jest ziarnem;
Chrystus stworzył stary świat.


W potrzebie niewielki jest wybór;
nagi człowiek na mrozie zamarznie.


Lód zwany bywa rozległym mostem;
ślepego trzeba prowadzić.


Obfitość jest dobrodziejstwem ludzi;
Frodi znany jest z hojności.


Słonce jest światłem świata;
chylę czoła wobec boskich rozstrzygnięć.


Tyr to bóg jednoręki;
kowal często sam dąć musi w miech.


Brzoza najzieleńsze ma liście;
Loki miał szczęście w swoich podstępach.


Człowiek mocą jest kurzu;
potężne są szpony jastrzębia.


Wodospad to rzeka spadająca z gór stoku;
ale ozdoby są ze złota.


Cis najzieleńszy jest wśród drzew zimą;
ogień z niego ma zwyczaj buzować.

Tak wyglądałby norweski poemat runiczny po hrefniemu, w wersji surowej, która wymaga jeszcze wycyzelowania. Idąc za ciosem - kolejna próba to poemat islandzki. Ten sprawił mi więcej kłopotu, w tłumaczeniu wspomagałam się i słownikiem współczesnego islandzkiego i staroislandzkim, i kilkoma angielskimi tłumaczeniami słowo po słowie. Rozbieżnymi. Co mi wyszło - to poniżej:

Fé er frænda róg
ok flæðar viti
ok grafseiðs gata
aurum fylkir.


Úr er skýja grátr
ok skára þverrir
ok hirðis hatr.
umbre vísi


Þurs er kvenna kvöl
ok kletta búi
ok varðrúnar verr.
Saturnus þengill.


Óss er algingautr
ok ásgarðs jöfurr,
ok valhallar vísi.
Jupiter oddviti.


Reið er sitjandi sæla
ok snúðig ferð
ok jórs erfiði.
iter ræsir.


Kaun er barna böl
ok bardaga [för]
ok holdfúa hús.
flagella konungr.


Hagall er kaldakorn
ok krapadrífa
ok snáka sótt.
grando hildingr.


Nauð er Þýjar þrá
ok þungr kostr
ok vássamlig verk.
opera niflungr.


Íss er árbörkr
ok unnar þak
ok feigra manna fár.
glacies jöfurr.


Ár er gumna góði
 ok gott sumar
 algróinn akr.
 annus allvaldr.


Sól er skýja skjöldr
ok skínandi röðull
ok ísa aldrtregi.
rota siklingr.


Týr er einhendr áss
ok ulfs leifar
ok hofa hilmir.
Mars tiggi.


Bjarkan er laufgat lim
ok lítit tré
ok ungsamligr viðr.
abies buðlungr.


Maðr er manns gaman
ok moldar auki
ok skipa skreytir.
homo mildingr.


Lögr er vellanda vatn
ok viðr ketill
ok glömmungr grund.
lacus lofðungr.


Ýr er bendr bogi
ok brotgjarnt járn
ok fífu fárbauti.
arcus ynglingr.
Bogactwo [1] jest niezgodą bliskich [2,3]
i ogniem na morzu
i ścieżką do wiedźmich tajemnic
[4].
Złoto szlachetnych
[5].

Mżawka jest biadaniem chmur
i uszczupleniem polnych zbiorów
[6]
i ohydą dla pasterzy.
Cień mędrca
[7].

Olbrzym jest torturą kobiet
i mieszkańcem klifów
i mężem olbrzymki.
Saturn thingiem rządzi
[8].

As, najstarszy Wszechojciec [9]
i król
[10] Asgardu
i władca Vallhalli.
Jowisz, dowódca.


Jazda to radość jeźdźców
i szybka podróż
i trud rumaka.
Podróż wodza
[11].

Wrzód jest nieszczęściem dzieci
i walką
[12]
i siedzibą zgorzeli.
Król plagi.


Grad to zimne ziarno
i deszcz ze śniegiem
i wężowa choroba
[13].
Dowódca gradu.


Potrzeba jest tęsknotą niewolnicy [14, 15]
i trudnymi warunkami [16]
i wyczerpującą pracą [17].
Czyny Niflungów.


Lód jest korą rzek
i dachem fali
i cierpieniem skazanego na śmierć
[18].
Władca lodu.


Dostatek jest dobrodziejstwem dla ludzi
i dobrym latem
i rozkwitem pól
Szeroko rozsiadły rok
[19].

Słońce jest tarczą chmur
i świetlistą koroną
i niszczy zmrożenie śmiertelnego smutku
[20].
Władca kół
[21].

Tyr to bóg jednoręki
i to co wilkowi zostało
[22]
i przywódca świątyni.
Władca. Mars.


Brzoza jest liściastą gałązką
i małym drzewkiem
i chwalebnym drzewnym pędem.
Jodła. Król
[23].

Człowiek jest radością człowieka
i pomnożeniem pyłu
[24]
i zdobicielem okrętów.
Książę wśród ludzi
[25].

Woda to wrzące płyny [26]
i drewniany kociolek
[27]
i kraina ryb.
Książę wśród jezior
[28].

Cis to napięty łuk
i kruche żelazo
i strzałą Farbautiego
[29].
Łuk Ynglingów
.

Nie da się ukryć, że islandzki poemat okazał się wyzwaniem znacznie trudniejszym od norweskiego. Zwłaszcza, że ta, kompilacyjna, próba tłumaczenia nieco różni się od pozostałych, zarówno angielskich, jak i polskich. Wiele tu niejasności, które próbowałam rozwiać na podstawie własnej skąpej wiedzy mitologicznej i kulturoznawczej, dlatego niezbędnych będzie kilka wyjaśnień, tym bardziej, że niektórym idiomatycznym określeniom brakuje polskiego odpowiednika. Występujące w tekście łacińskie słowa przyjęłam po prostu jako łacińskie zapożyczenia, nie próbując dorabiać tyłkowi uszu poprzez szukanie innych znaczeń. Tę samą zasadę przyjęłam w odniesieniu do bezpośrednich odwołań do osób lub rodów mitologicznych. Zatem poniżej to, co moim zdaniem najbardziej wymagało wyjaśnienia:
  • [1] : 1) bydło, 2) na Islandii - owce, 3) w złożeniach z innymi wyrazami, jak fé-auðna – szczęście do pieniędzy - pieniądze.
  •  [2] Frænda: krewni, członkowie rodu.
  • [3] Róg: pomówienia, spory
  • [4] Seiðs: seiðr, magia. Gata: furtka, ścieżka.
  • [5] Fylkir: dowódca grupy ludzi, brygady, władający pewnym terenem, szlachcic.
  • [6] Skára: skári – zamach kosą przy żniwach/koszeniu łąki.
  • [7] Vísi: w rodzaju męskim przywódca, mędrzec, w żeńskim - nauka, wiedza.
  • [8] Þengill: król/przywódca thingu, a także popularne imię męskie i kening oznaczający mężczyznę.
  • [9] Aldin: wiekowy/stary. Gautr: Jedno z imion Odyna oznaczające ojca.
  • [10] Jöfurr: 1) dzik 2) krók, określenie pochodzi od zwyczaju noszenia przez królów dzikogłowych hełmów.
  • [11] Ræsir: przywodca, wódz, król.
  • [12] Bardaga: 1) termin prawny oznaczający bójkę lub pobicie 2) walka, bitwa.
  • [13] Snáka: snákr – poetyckie określenie wężą. Sótt: choroba, słabość.
  • [14]  Þýjar: celownik od Þýr oznaczającego niewolną kobietę.
  • [15] Þrá: tęsknić, refleksyjnie – trwać, wytrwać, nie ustawać w czymś.
  • [16] Kostr: 1) wybór 2) próba (w sensie testu) 3) warunki 4) możliwość, szansa.
  • [17] Vássamlig: vássamr – mokry i mozolny, uciążliwy. Verk: praca.
  • [18] Feigra: przeznacony, skazany na śmierć. Fár: krzywda, szkoda.
  • [19] All-: przedimek wskazujący na inrtensywność. Valdr: rozrzucony, rozsiadły, rozproszony.
  • [20] Ísa: að ísa zamrażać, zamarzać. Aldrtregi: śmiertelny smutek.
  • [21] Siklingr: Król, władca.
  • [22] Leifar: liczba mnoga od leif – pozostałości, resztki, dotyczy zwłaszcza żywności.
  • [23] Buðlungr: kolejny kening oznaczający władcę, króla.
  • [24] Moldar: ziemia, pył, kurz. Auki: wzrost, powiększenie, dodatek.
  • [25] Mildingr: poetycko – liberalny człowiek lub książę, kenning określający człowieka.
  • [26] Lögr: 1) morze 2) woda 3) dowolny płyn. Vellanda: wrzący, od: að vella, wrzeć.
  • [27] Viðr: drewno. Ketill: czajnik, kociołek.
  • [28] Lofðungr: kenning określający króla lub księcia.
  • [29] Fárbauti: literacko - ten, kto niebezpiecznie uderza, groźnie trafia. Za Snorrim – olbrzym, ojciec Lokiego.

Pora na najtrudniejsze wyzwanie - poemat anglosaski. Znów opierałam się na kilku tłumaczeniach, równie między sobą sprzecznych, jak w wypadku poematu islandzkiego. Próbowałam także samodzielnie wgryzać się w znaczenie poszczególnych słów i ich złożeń. To tłumaczenie wyszło mi najbardziej kulawo i nie jestem z niego zadowolona, jednak chcąc mieć całość w jednym miejscu, postanowiłam mimo wszystko je upublicznić. Będzie wymagalo licznych poprawek, które z czasem naniosę. Tym razem na zrobienie odnośników i wyjaśnień już nie wystarczyło mi determinacji. Zatem próba najtrudniejsza - hrefnia wersja poematu anglosaskiego. Tym razem nie udało mi się zamieścić całości tabelarycznie, uniemożliwiła mi to szczupłość miejsca, będzie zatem po kolei - najpierw oryginał:

Feoh byþ frofur fira gehwylcum;
sceal ðeah manna gehwylc miclun hyt dælan
gif he wile for drihtne domes hleotan.


Ur byþ anmod ond oferhyrned,
felafrecne deor, feohteþ mid hornum
mære morstapa; þæt is modig wuht.


Ðorn byþ ðearle scearp; ðegna gehwylcum
anfeng ys yfyl, ungemetum reþe
manna gehwelcum, ðe him mid resteð.


Os byþ ordfruma ælere spræce,
wisdomes wraþu ond witena frofur
and eorla gehwam eadnys ond tohiht.


Rad byþ on recyde rinca gehwylcum
sefte ond swiþhwæt, ðamðe sitteþ on ufan
meare mægenheardum ofer milpaþas.


Cen byþ cwicera gehwam, cuþ on fyre
blac ond beorhtlic, byrneþ oftust
ðær hi æþelingas inne restaþ.


Gyfu gumena byþ gleng and herenys,
wraþu and wyrþscype and wræcna gehwam
ar and ætwist, ðe byþ oþra leas.


Wenne bruceþ, ðe can weana lyt
sares and sorge and him sylfa hæfþ
blæd and blysse and eac byrga geniht.


Hægl byþ hwitust corna; hwyrft hit of heofones lyfte,
wealcaþ hit windes scura; weorþeþ hit to wætere syððan.


Nyd byþ nearu on breostan; weorþeþ hi þeah oft niþa bearnum
to helpe and to hæle gehwæþre, gif hi his hlystaþ æror.


Is byþ ofereald, ungemetum slidor,
glisnaþ glæshluttur gimmum gelicust,
flor forste geworuht, fæger ansyne.


Ger byþ gumena hiht, ðonne God læteþ,
halig heofones cyning, hrusan syllan
beorhte bleda beornum ond ðearfum.


Eoh byþ utan unsmeþe treow,
heard hrusan fæst, hyrde fyres,
wyrtrumun underwreþyd, wyn on eþle.


Peorð byþ symble plega and hlehter
wlancum [on middum], ðar wigan sittaþ
on beorsele bliþe ætsomne.


Eolh-secg eard hæfþ oftust on fenne
wexeð on wature, wundaþ grimme,
blode breneð beorna gehwylcne
ðe him ænigne onfeng gedeþ.


Sigel semannum symble biþ on hihte,
ðonne hi hine feriaþ ofer fisces beþ,
oþ hi brimhengest bringeþ to lande.


Tir biþ tacna sum, healdeð trywa wel
wiþ æþelingas; a biþ on færylde
ofer nihta genipu, næfre swiceþ.


Beorc byþ bleda leas, bereþ efne swa ðeah
tanas butan tudder, biþ on telgum wlitig,
heah on helme hrysted fægere,
geloden leafum, lyfte getenge.


Eh byþ for eorlum æþelinga wyn,
hors hofum wlanc, ðær him hæleþ ymb[e]
welege on wicgum wrixlaþ spræce
and biþ unstyllum æfre frofur.


Man byþ on myrgþe his magan leof:
sceal þeah anra gehwylc oðrum swican,
forðum drihten wyle dome sine
þæt earme flæsc eorþan betæcan.


Lagu byþ leodum langsum geþuht,
gif hi sculun neþan on nacan tealtum
and hi sæyþa swyþe bregaþ
and se brimhengest bridles ne gym[eð].


Ing wæs ærest mid East-Denum
gesewen secgun, oþ he siððan est
ofer wæg gewat; wæn æfter ran;
ðus Heardingas ðone hæle nemdun.


Eþel byþ oferleof æghwylcum men,
gif he mot ðær rihtes and gerysena o
brucan on bolde bleadum oftast.


Dæg byþ drihtnes sond, deore mannum,
mære metodes leoht, myrgþ and tohiht
eadgum and earmum, eallum brice.


Ac byþ on eorþan elda bearnum
flæsces fodor, fereþ gelome
ofer ganotes bæþ; garsecg fandaþ
hwæþer ac hæbbe æþele treowe.


Æsc biþ oferheah, eldum dyre
stiþ on staþule, stede rihte hylt,
ðeah him feohtan on firas monige.


Yr byþ æþelinga and eorla gehwæs
wyn and wyrþmynd, byþ on wicge fæger,
fæstlic on færelde, fyrdgeatewa sum.


Iar byþ eafix and ðeah a bruceþ
fodres on foldan, hafaþ fægerne eard
wætre beworpen, ðær he wynnum leofaþ.


Ear byþ egle eorla gehwylcun,
ðonn[e] fæstlice flæsc onginneþ,
hraw colian, hrusan ceosan
blac to gebeddan; bleda gedreosaþ,
wynna gewitaþ, wera geswicaþ.


A teraz hrefnie wariacje na temat:

Bogactwo to wygoda dla wszystkich ludzi;
Jednak darmo każdy innych musi nim darzyć
Jeśli chce zdobyć szacunek w oczach tego, co zna przyszłość
.

Tur jest dumny i olbrzymie ma rogi
To bardzo dzika bestia walcząca rogami
Potężny strażnik wrzosowisk, zwierzę pełne mocy.


Ciernie są niezwykle ostre,
Zły jest ich dotyk dla rycerzy
I ciężko jest w nich usiedzieć.


Usta są źródłem wszelkiej mowy
Filarem mądrości i pocieszeniem mędrców
Błogosławieństwem i radością walecznych.


Jazda łatwa zdaje się wojownikom, gdy są w domu
Temu, kto wysokie drogi przemierza dodaje odwagi
Na grzbiecie dzielnego rumaka
.

Pochodnia jest znana każdemu
Przez jej jasny, błyszczący płomień
Płonie zawsze gdy władcy wypoczywają.
 

Hojność przynosi zaufanie i cześć
Dostarcza pomocy i daje utrzymanie
Wszystkim złamanym mężom, którym brak wszystkiego.


Rozkoszy doświadcza, kto nie zna cierpienia
Smutku ni niepokoju, 
Ma dobrobyt i szczęście i dom, który mu wystarcza.


Grad najbielszym jest ziarnem, gdy wiruje spadając z nieba
Miotany podmuchami wiatru, na koniec zmienia się w wodę.


Kłopot przygniata serce, choć często w nim źródło rozwiązań
Dla wszystkich rozważnych zawczasu.


Lód jest niezmiernie zimny i śliski
Połyskuje jak jasne szkło i drogie kamienie
Podłoga mrozem kuta, piękna gdy na nią spojrzeć.


Lato radością jest ludzi, gdy bóg, król nieba
Sprawia ziemi cierpienie by owoce przyniosła
Biednym i bogatym jednako
.

Cis jest drzewem o szorstkiej korze
Twardy, mocno osadzony w ziemi siłą swych korzeni
Strażnik ognia i radość w całym majątku
.

Gra jest źródłem zabawy i śmiechu
Wśród możnych mężów, którzy razem siedzą
W biesiadnej izbie radośni
.

Eolh-sedg [turzyca] najczęściej rośnie wśród bagien
Wyrasta w wodizie i upiornie rani
Splami się krwią każdy mąż
Który ją chwyci.


Słońce jest nadzieją żeglujących
Gdy pływają nad ryb siedliskiem
Póki morskie prądy nie skierują ich ku brzegom
.

Tyr jest gwiazdą przewodnią, dobrze jest wiernym być władcy
Zawsze rozświetla mrok nocy
I nigdy nie zawodzi
.

Brzoza [topola?] nie rodzi owoców
Bez nasion rozrasta się jednak z liści
Zdobne i wspaniałe są jej gałęzie
A wzniosłą koronę rozpościera ku niebu.


Koń jest radością szlachty i książąt
Potężne są kopyta ogiera
Bogacze w siodle nie szczędzą mu pochwał
A tym co w miejscu nie usiedzą jest wygodą.


Człowiek radosny szanowany jest przez bliskich
Choć każdy skazany jest na to, że swoich zawiedzie
Gdy Pan zapragnie jego zagłady
Ciało ziemi zostanie oddane.


Ocean mają za nieskończony ludzie
przemierzający go w niepewnych łodziach
fale morskie ich przerażają
a głębie są nieujarzmione
.

Ing pierwszy był wśród Duńczyków na wschodzie
gdy widziany przez ludzi na swoim rydwanie
odpłynął na wschód na grzbietach fal.
Tak Heardingowie nazwali swego bohatera.


Siedlisko jest drogie każdemu człowiekowi
Gdy może przebywać w swym domu
I cieszyć się pomnożeniem dobytku.


Dzień, światło Stwórcy wspaniałe, które Pan wysyla
jest ukochanym przez ludzi źródłem nadziei bogaczy i biednych
i wszystkim dobrze służy.


Dąb tuczy mięso świń dla ludzkich dzieci
Często przemierza kąpiel wielorybów
i ocean dowodzi, że dąb wierny pozostaje
i wiary nie zawodzi
.

Jesion to drzewo wysokie i cenne dla ludzi
jego mocny pień stawia nieugięty opór
gdy mąż męża atakuje.


Cisowy łuk  cieszy możnych i każdego męża
pięknie wygląda u konnych
i jest niezawodnym sprzętem w podróży.


Węgorz to ryba rzeczna,
choć żywi się na lądzie
Otoczony wodą żyje szczęśliwy w spokoju.


Grób każdego męża przeraża
Kiedy ciało zaczyna stygnąć
złożone w łonie czarnej ziemi
Dobrobyt znika i szczęście odchodzi
radości przemijają i zobowiązania gasną.

A na zakończenie mały kąsek mnemotechniczny. Abecadło. Odpowiednik tego, czego może część spośród Czytelników uczyła się od rodziców lub niań – Adam babie cebulę daje, Ewa figi gryzie, hyży iży Jan kapustę litewską łamie. Mama niania oknem patrzały rybki sprawiały. Tata ujrzał, wyjrzał y zakazał. Czyli Abecadarium Nordmannicum, w jego najbardziej popularnej wersji:
Feu forman
Ur after
Thuris thritten stabu,
Os is himo oboro,
Rat endost ritan
Chaon thanne cliuôt.
Hagal, Naut hab&
Is, Ar endi Sol
Tiu, Brica endi Man midi
Lagu the leohto,
Yr al bihabet.

Feu (bydło) przodem
Ur (tur) za nim
Thurs (olbrzym) trzecią literą
Os (bóg) za nimi podąża
Rat (jazdę) napisz na końcu
Chaon (wrzód) po kolei
Hagal (grad), Naut (potrzeba) trzymają
Is (lód), Ar (zbiory) i Sol (słońce)
Tiu (Tyr), Brica (Brzoza) i Man (człowiek) pośrodku
Lagu (woda) połyskuje
Yr (cis) wszystko zawiera
Oczywiście, przy staraniach sensownego i trzymającego się kupy przetłumaczenia powyższych materiałów, opierałam się i na wynikach pracy innych. Korzystałam z wikiźródłowego projektu Rune Poems, tłumaczenia słowo-po słowie islandzkiego poematu runicznego Randy'ego L. Bakera, tłumaczenia anglosaskiego poematu runicznego dokonanego przez Swaina Wodeninga, strony Othala.org i wielu innych źródeł. A wszędzie, gdzie miałam wątpliwości, szukałam ratunku na nieocenionej stronie Szerszenia.