sobota, 25 lutego 2012

urzekło mnie

0 razy skomentowano


...i znów - nie patrzeć na marny obrazek. Zamknąć oczy i słuchać.

piątek, 17 lutego 2012

powój

0 razy skomentowano

Zakwitł. W samą ostatnią pełnię mi zakwitł. Kiedy miałam parę Złych Guseł do zrobienia. Już drugi raz, poprzednio różowe, delikatne kwiaty pojawiły się na sypialnianej toaletce w sam Vetrablot. A trzymają się tylko przez jeden dzień. Cóż, taka wiedźma ze mnie, jak z koziej dupy trąba przecież. Jak widać.



Tak, to zwyczajny polny powój. Który nie miał prawa — bo niby skąd — znaleźć się w mojej doniczce z gruboszem, na IV piętrze śródmiejskiej kamienicy, w której okolicach powoju nie uświadczysz — najbliższy może rośnie w parku na Morskim Oku, ale nigdy go tam nie widziałam, więc pewnie nie rośnie. W doniczce, w której nie zmieniałam ziemi od nie wiadomo jak dawna, zatem sama tego nasionka też przywlec nie mogłam. Wziął się znikąd. Rozpoznałam go dopiero gdy zakwitł pierwszy raz, w samo święto przodków i cieni. Wtedy nie zdążyłam sfotografować, tym razem mi się udało.  Ma już nowe pączki, ciekawe jakie święto wybierze sobie na kolejne kwitnienie. Bo mam wrażenie, że nie zakwitnie byle kiedy, znów trafi we właściwy Czas. Może wtedy uda mi się choć jeden kwiat zapylić i dochować się nasion. Tymczasem doświetlam halogenem, dbam by nie było mu za mokro ani za sucho i od czasu do czasu — tuż przed rozwinięciem pąków — dokarmiam kilkoma kroplami własnej krwi.

Z (być może znaczących) ciekawostek:
Hedge Bindweed’s magic lays in the places in between — thresholds and doorways — openings to the otherworld. It is a good ally for hedgecrossers and spirit workers. Its persistent vines creating a connection or bridge to both worlds one is travelling between giving the safety of a return route.

Właściwy kwiat u właściwej osoby? I jeszcze we właściwych chwilach zakwitający? Cóż, życie. Zaprzeczanie temu, kim się jest nic w nim nie zmienia, a może tylko zaszkodzić.

środa, 8 lutego 2012

gdyby tak...

11 razy skomentowano

Gdyby tak przyjąć robocze, heretyckie założenie, że Ragnaroku nie będzie? Bo już był? Że wszystkie eddaiczne zapowiedzi już się kiedyś spełniły? Że nasi rodzice, to nie Askr i Embla, ale Lif i Lifthrasil? Że eschatologiczne wizje to nie zapowiedzi, a rodzaj wspomnień? Zakodowanej głęboko pamięci tego, co już się stało? Że bogowie, ci, którzy w Ostaniej Bitwie padli, powracają — bo i martwi bogowie dokądś idą i stamtąd wracają, jak Baldr wrócił z domeny Hel? Że mają nowe cele i Cele, nowe plany i Plany — i do ich realizacji potrzebują ludzi — jak potrzebowali zawsze i zawsze będą potrzebować? I handlują z ludźmi by ich pomoc otrzymać? A te plany nie są nam znane, są zupełnie inne niż te, które przodkowie sobie opowiadali, aż w końcu ktoś je spisał i opisał? Tych nie opowiedział i nie spisał nikt...



Gdyby przyjąć takie założenie — czyż nie trzeba by na nowo opisać kształtu świata? I zamiast opierać się na tym, co już kiedyś zostało opowiedziane, snuć zupełnie nową, nigdy nie zapisaną jeszcze opowieść?

Niezmienne — w swojej ustawicznej zmienności — pozostały tylko Orlog i Wyrd. W Orlog wszystko się wpisuje, a Wyrd drży od każdej naszej myśli, każdego wyboru i kroku, jak Sieć Życia drżała zawsze i jak zawsze będzie drżeć i pulsować od każdej myśli i wszystkich poczynań naszych potomków...

Może wśród heathen również potrzebni są heretycy, zupełnie inaczej postrzegający świat i jego historię...